W mojej głowie kosmos

(Nie) Doróbka

Według najnowszych Wysokich Obcasów, ponad milion ludzi w Polsce “dorabia”. Dla mnie, kiedy to usłyszałem było to podwójnie szokujące i to kompletnie dwubiegunowo. Najpierw pomyślałem, wow, aż milion ludzi, ależ mamy przedsiębiorczy naród. Chce nam się, a może nie mamy kaski, a może robota nas wnerwia. Ale za chwile pomyślałem, że milion to wcale nie tak dużo. To raptem minimalny wycinek wszystkich pracujących w naszym kraju. A i w tym milionie, zapewne przytłaczająca większość “dorabia” tylko dlatego, że chce związać koniec z końcem, nie wyrabia do pierwszego. Nie znam dokładnych badań, ale podejrzewam, że znakomita większość właśnie tym się kieruje, sytuacja ekonomiczna zmusza do “chałturzenia”. Czyli pozostaje pewnie jakieś paredziesiąt tysięcy ludzi, którzy mają prawdziwą pasję i cojones, aby owa pasja stała się dodatkowym źródłem dochodu. Tylko znikomy promil naszego społeczeństwa zadał sobie tyle trudu aby po pierwsze mieć pasję, zdobyć wiedzę w dodatkowej dziedzinie, poza swoją “day job”, a po drugie zamienić tą pasję na dobra doczesne, spieniężyć swoje dodatkowe umiejętności. No właśnie, czy branie pieniędzy za to, że “coś tam się pstryka” to obciach, konieczność, rozdmuchane ego, czy po prostu szacunek do swoich umiejętności?

Mateusz od paru lat pracuje poza Polską, w międzynarodowej korporacji. Codziennie w garniturze i pod krawatem spędza parenaście godzin za biurkiem. Wieczorami i w weekendy zajmuje się fotografią modową i portretową. Robi także zdjęcia na ślubach, co skutecznie zapycha mu Soboty i Niedziele.  A do tego przecież ma żonę, dziecko.  

“Ogolnie jesli miałbym zagłębiać jakieś tematy czytania forów, książek o fotografii, czy oglądania tutkow na necie to zupełnie na to nie ma czasu wiec chyba czesto trzeba dokonywac wyborow w stylu : podjąć sie kolejnej sesji czy odpuscic sobie i przeznaczyć czas na odrabianie zaległości czy rozwijanie warsztatu.”

Zresztą przykład Mateusza nie jest odosobniony, znam wielu fotografów, którzy po skończonej pracy siadają na długie nocne godziny przed Photoshopem, bo przecież zaległości z sesji narastają, a te ostatnie 2 ślubniaki same się nie obrobią. Każdy fotograf pasjonat z którym rozmawiam, mówi, iż mimo, że sporo spraw na tym cierpi i wymaga to wielkiego poświęcenia i koordynacji, to jednak warto dalej ciągnąc fotografię. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że bez niej nie mogli by pewnie żyć. To pasja, sposób wyrażania siebie, postrzegania świata. Coś co redukuje momentalnie zmęczenie, nawet po wielogodzinnym dniu w “pierwszej” pracy. Ja najlepiej znam to na swoim przykładzie. W tygodniu grzeczny pracownik korpo, pan od projektów, w weekendy ganiam po sesjach. Jasne, jest mi strasznie ciężko pogodzić te 2 światy, życie rodzinne (które niebawem dopiero się rozwinie z przyjściem na świat małego bobaska) i czas na sen. Jasne, chodzę permanentnie niewyspany i zmęczony. Jasne, muszę czasem błagać o urlop z dnia na dzień, bo akurat przytrafia się jakaś niebywała okazja na zrobienie zdjęcia. Nie wspomnę już, ile sesji musiałem odwołać i ilu ludzi z tego powodu mnie nie znosi, bo akurat miałem ważną prezentację w pracy, mój projekt właśnie przechodził Management Review, albo system, którego jestem Business Ownerem kompletnie się wysypał i musiałem przed parenaście godzin slęczeć przed firmowym laptopem zamiast pstrykać fajne fotki. Ale szczerze? Chyba wolę te wszystkie niedogodności, permanentny brak czasu, czy zmęczenie niż nudę, niemożność wypowiedzenia się w fotografii.

Skoro jest tak pięknie, to dlaczego nie jest tak pięknie?

A no właśnie, skoro fotografia to taka super pasja i chcemy się jej poświęcać, to dlaczego nie w 100%? Czemu nie rzucić wszystkiego w cholerę i zająć się tylko tym? Skoro zaliczyłem nas do tego promila dorabiających, którzy robią to z potrzeby serca a nie dodatkowej kasy? Skoro pieniądze to nie problem, to czemu nie zarabiać ich TYLKO w fotografii?? Spytałem o to parę osób wczoraj. Marek opowiedział mniej więcej tak:

“Mi dorabianie nie wychodzi, wszyscy chcą za darmo, a jak się nie da to ukradną, ale faktycznie czasu i kasy trzeba ogrom poświęcić”

 Hm, czyżby kasa była jednak problemem? Czy raczej pewien szacunek do pracy fotografa? Zwłaszcza takiego, który “dorabia”? Bo skoro ma już “porządną”, główną pracę, jest księgowym, albo managerem, to przecież pstrykanie to takie hobby,  owszem drogie, ale nadal hobby, a nie praca, right? Czy np obciachem jest podanie cennika znajomemu z pracy, który akurat ma komunię siostrzenicy? Przecież znacie się od lat, pijecie kawe w tej samej kuchni, jecie lunch w tej samej kantynie. Może ten znajomy to nawet wasz szef, co jeszcze bardziej komplikuje sprawy. Podać cennik? Czy zrobić za 5, 10% tego co ta praca jest faktycznie warta, ze względu na znajomość?

Wśród osób które zapytałem o zdanie w tym temacie, przeważa opinia, iż obecnie nie ceni się niestety pracy i umiejętności fotografa. A fotograf posiadł przecież pewne umiejętności, będące w teorii ekonomii dobrem rzadkim, więc za ich udostępnienie należy się wynagrodzenie. Maciek w rozmowie porównał tą sytuację z pracą piekarza – nikt przecież nie prosi go o darmowe bułki, nawet jeśli naprawdę kocha to co robi.

Mariusz z kolei zauważył: “Ja fotografię traktuję jako dodatkowe źródło zarobku przy rozwijaniu pasji i nowych perspektyw na życie. Co do robienia zdjęć dla znajomych to wyznaję dwie zasady dla różnych fotografów: 1. Jeżeli jesteś już rozpoznawalnym fotografem i robisz świetne zdjęcia to opcja zawsze za kasę. 2. Jeżeli zaczynasz przygodę z fotografią to za bonifikatę pieniężną choć z czasem jak w moim przypadku zamieniam swoją usługę na opcję przysługę (FFP – favour for prinf) :) > np. ostatnio była to opcja > zdjęcia <za> wynajcie mi za darmo restauracji z obsługą czy to do zdjęć czy to na moją urodzinową imprezę.”

A przecież ciocia Zosia, która kupiła ostatnio tego wypasionego kompakta, zrobi tak samo piękne zdjęcia na komunii Kasi jak pan fotograf, z tym że nawet lepsze, gdyż cioci Zosi jako wynagrodzenie wystarczy to co zje podczas przycięcia. A to są koszty Panie….

Maciej: “Łatwo to przeliczyć, aparat ma swoja żywotność, ilość klapnięć lustra/ cena aparatu i wymiany migawki , to podstawowy koszt eksploatacji . Szkła się raczej nie psuja, ale zawsze… czas na zrobienie, czas na przejrzenie i obróbkę jakakolwiek… Przysługi kosztują, dlatego jak robię to tylko najbliższym :) znajomym odmawiam. To że ktoś sie chce uczyc i mu to robi frajde, przekłada sie na jakość zdjęć które oddaje. Wiadomo że każdy kiedyś zaczynał… więc nie potępiam, tylko w pewnym momencie dla dobra swojego i tego zawodu trzeba uświadamiać ludziom, że to nie pstryk i koniec. Zawsze bedzie mnóstwo pstrykaczy, ale ci prawdziwi fotografowie się obronia ;) ”

Założę się, że ilu fotografów pasjonatów, tyle opinii na ten temat. Jedni powiedzą, że bonifikaty na początek drogi to słuszna rzecz, inni, że należy fotografować albo za pełną stawkę, albo za darmo, dla funu. Jedni uważają, że to właśnie połączenie “porządnej” pracy z pasją fotografowania pozwala na optymalny rozwój. Bo właśnie przez to że ta druga to nie praca a pasja, doskonale uzupełnia tą “pierwszą”.

Dla mnie fotografia to tylko i wyłącznie pasja, odskocznia od codziennych obowiązków, a nie sposób na zarabianie pieniędzy. Zresztą znając realia rynku oraz moje wciąż skromne umiejętności trzeźwo oceniam szanse przejścia na “pro”, nawet w przyszłości. Ale frajdy robienia zdjęć dla przyjemności chyba nikt mi nie odbierze!

A Wy co sądzicie o takim połączeniu? Czy udaje się Wam pogodzić pracę i pasję? Liczę na Wasze komentarze!

Kosmos

W tym tygodniu, wyrywając się na chwilę z pracy, miałem okazję sfotografować w klubie BASE w Krakowie świetną kolekcję ubrań projektantki Reni. To bardzo niecodzienne stroje, szalenie oryginalne, więc wymagały ode mnie także niesztampowego podejścia do zdjęć.  Bo przecież “kosmiczna” kolekcja Reni domagała się wręcz kosmicznych kadrów, kolorów, ruchu. Postanowiłem zapomnieć więc o wszystkim tym, co wpajają nasze rodzime fora internetowe, tłukąc frazesy na temat cięcia kończyn, ostrości, mocnych punktów, złotego podziału itd, i spróbować przekazać nastrój osobliwości kolekcji. Zdjęcia robiliśmy w Base w Krakowie, prawie w całkowitych ciemnościach, więc operować musiałem głownie lampkami małymi i dużymi. Zresztą to już moja kolejna sesja w Base, który ma całkiem przyjemny i futurystyczny wystrój, dobrze pasujący do tej kolekcji. W zdjęciach poruszonych powyżej, pobawiłem się trochę z prawie nieistniejącym światłem zastanym, które ograniczało się praktycznie do kolorowych diod przy podłodze i suficie i oddać ducha kolekcji poprzez zabawę ruchem na długich czasach.

Zatem przy stosunkowo niskim iso, rozkręciłem czas do około 1/5 sekundy. Główne źródło światła to beauty dish z gridem, który bardzo punktowo oświetlał tylko pewne fragmenty kadru, jednocześnie zamrażając modelkę ma zdjęciu. Nie świeciłem jednak zbyt mocno głównym światłem, gdyż wcale a wcale nie zależało mi na całkowitym zamrożeniu postaci. W kadrze zagrały mi fajnie łuki sklepień w owym klubie, które jednak bez oświetlenia były jak szaranagajama Białoszewskiego. Zatem błysnąłem w ich czeluści z małych lampek z niebieskim i czerwonym filtrem kolorowym. Reszty dokonały owe diody oświetleniowe, które jakże pięknie poruszyły mi całym kadrem. No i oczywiście przy tym czasie, robiłem mój ulubiony patent z obiektywem typu zoom. Nienawidzę zoomów, ale do zabawy z długimi czasami są wręcz idealne, kiedy uwalniam spust migawki na krótkim końcu zooma, a kończę ujęcie na długim, energicznie kręcąc regulacją ogniskowej. Dzięki temu wszelkie elementy oświetlone światłem zastanym, lub nie dostające wystarczającej porcji błysku “rozpływają” się dynamicznie w kadrze. Jest to nota bene genialny pomysł na kiepskie wesela, na których nikt się nie bawi na parkiecie. Nawet przy 3 osobach tańczących i zastosowaniu tej techniki, oglądający zdjęcia będą pod wrażeniem dynamicznej i hucznej imprezy :) :)

Na koniec podzielę się jeszcze jednym patentem, który udał mi się totalnie przypadkiem :) !! Kiedy popatrzycie sobie na pierwsze zdjęcie w tym poście zauważycie, że mimo iż zastosowane było dość szerokie i miękkie światło główne ( w tym przypadku okta 150 cm z gridem), to w cieniach widać … kolor niebieski. A teraz bez ściemy jak to się stało: zbierałem graty z jednego planu na drugi i zostawiłem sobie mojego Metza 48 z niebieskim żelkiem włączonego, mniej więcej w osi aparatu i okty. Metz był na jakiejś minimalnej mocy, więc nie wpływał kompletnie na główne źródło światła i jego kolor. Jednak w cieniach zaznaczył swoją obecność. Kompletnie nie potrafię wyjaśnić tego fenomenu, jeśli macie jakiś pomysł to piszcie :) Jednak zagrało mi to na tyle fajnie, że postanowiłem zostawić to bez korekcji, ba, spróbuje tego samego patentu na następnej sesji!

Za pomoc w przygotowaniu tego wpisu podziękowania dla: Kamila,Marka, Wojtka, Maćka, Mateusza, Marcina, Pawła, Mariusza i Przemka! Zapraszam także do dyskusji pod postem!

Poczytaj także:

40 komentarze

Leszek - 26 August 2011 - 16:35

Witam. Przebrnąłem przez cały blog……………..
Nie będę słodził, wysoko postawiłeś poprzeczkę…..
Zawsze fascynował mnie portret, ale niewiele robiłem w tym temacie. Mam teraz inspirację by do tej poprzeczki doskoczyć, choć nie będzie to łatwe. To jak iść pieszo na księżyc…….
Pozdrawiam i życzę powodzenia.

Piotr - 22 August 2011 - 17:06

Cała sobota i niedziela minęła na czytaniu tego bloga od początku do końca ;)
Dzięki za ogrom pracy, zawsze szybciej i taniej jest uczyć się na doświadczeniach innych.
Co do pieniędzy za sesję.
nie uznaję upustów. jeśli robię to albo za darmo alb za pełną stawkę.
Przyjaciele, rodzina i ciekawe projekty są za free. Komercja i co nie jest w centrum mego zainteresowania idzie za pieniądze.

marcin wuu - 21 August 2011 - 15:05

Za siebie: Nie biorę pieniędzy za zdjęcia. Odmawiam sesji typu chrzciny wesela śluby pogrzeby. Nie ma zbytu na to co robię, a kocham to za bardzo żeby się przebranżowić :) W miarę dobrze płatna praca pozwala mi się realizować. I w sumie to uważam za ważne – realizowanie się. Czy za kasę czy dla kasy czy też darmo free to bez znaczenia.

niestety za czesto tak jest. Bo skoro masz aparat i jestes kolega albo rodzina, to przeciez …. itd

Michał Świerkot via Facebook - 16 August 2011 - 19:19

;)

Hehe

Agnieszka Rzymek via Facebook - 16 August 2011 - 18:45

Ostatnio u znajomej “dorabiającej” fotografki – zjawia się u niej kuzyn, którego nie widziała 6 lat :) prosi na wesele i pyta czy nie zrobiła by na ślubie “paru fot” . Odmówiła

M.W. - 13 August 2011 - 02:25

Twoje zdjęcia nie są artystyczne heheh, zamiast tego są dobre. Bardzo dobre.

Nie jesteś w stanie uświadomić “szarych obywateli miast i wsi”, jak wiele wysiłku i czasu (i włożonych pieniędzy) wymaga robienie zdjęć na takim poziomie, jaki reprezentujesz, więc nawet o tym nie myśl. To strata czasu i energii.

Myśl o tym, co Ci sprawia przyjemność. Mądrzy ludzie, nawet jeżeli są fotograficznymi laikami, zrozumieją. Reszta nie jest istotna. Rozgniata się ich nóżką od statywu. Niestety, najczęściej w myślach, ale chociaż tyle…;)

Precious-moment - 10 August 2011 - 21:20

2 lata temu postanowilem zamienic moja pasje w biznes i puki co wszystko idzie w dobra strone. Niestety zona, dzieci, kredyt nie pozwala na rzucenie pracy za biurkiem. Pewnie wiele osob stoi przed wlasnie takimi problemami. Za duze ryzyko, za duzo do tracenia, wkoncu odpowiada sie za te maluchy w domu…
Nikt nie dal mi dofinansowania, 2 lata zbieralem sprzet ale sie oplacilo.
Jest ciezko, PS i LR po nocach, sesje w studio do polnocy jak juz dzieci pojda spac… co poradzic jak sie to kocha.
Dzieki Lukasz za twoje rady, przyznam ze sporo pomogly w studio.
Pozdrawiam
Marek UK

Dawid - 4 August 2011 - 10:37

Moje zdanie jest takie, że ludzie mają straszny problem z PR i poczuciem własnej wartości. A napędzają to fora dyskusyjne i inne portale.

IMHO Twoje zdjęcia Łukaszu mogłyby by iść z grubszą kasę, problem z uwierzeniem w nie i siebie, oraz przedstawieniem odpowiednim osobom.

To że Ty znasz lepszych od siebie, to nawet nie koniecznie znaczy, że musisz brać za zdjęcia mniej. Ba! Oni są lepsi wg Ciebie, a wg klienta pod daną sesję lepszy będzie Twój styl.

IMHO nie ma co gdybać, od zawsze artyści mieli problem z PR i sprzedawaniem swoich prac. A to że teraz fotografów dużo? A co z tego? I tak założę się, że naprawdę garstka uderzyła ze swoimi umiejętnościami tam gdzie trzeba i gdzie dostaliby sensowną kasę, bo wątpili we własne umiejętności, wątpili w zapotrzebowanie, bo uznali stały zarobek na tym za średni pomysł. Ja nie uderzyłem tam gdzie trzeba, więc mądrzę się bez podstawy, ale cóż… też nie mam siły przebicia i pewnie drzemie to bardziej we mnie niż ma realne podstawy.

aseptyczny - 31 July 2011 - 17:38

Brak poczucia wartości finansowej pracy fotografa u ludzi to jedna strona medalu. Druga to brak u nas, fotopstryków, zdolności “biznesowo-PR’owo-menadżersko-ekantowych”, które to poczucie zwyczajnie prowokują. Robienie zdjęć to jedno, sprzedawanie ich to zupełnie inna para kaloszy i każdy powinien być tego świadomy. Ja uczę się cały czas, głównie na własnych błędach :-)

Tomek - 24 July 2011 - 12:54

hmm… Temat daje do myślenia. Chwilę więc porozmyślałem i doszedłem do paru wniosków.

Wychodzi na to, że fotografia wciąż jest dla mnie jednocześnie pasją + ‘day job’ + możliwością ‘dorobienia’.

W sezonie ślubnym wesela traktuję jako pracę full time. W weekendy robię zdjęcia, reszta tygodnia to edycja, obróbka, spotkania z klientami itp. W tym czasie można też okazyjnie dorabiać – na chrzcinach/komunii dziecka znajomych (szczerze – nie przepadam ale czasem trzeba), tudzież jakaś sesja ciążowa/portfoliowa itp. Są to małe pieniądze ale wciąż legalne i często da się uzbierać chociażby na ZUS.

Przez te około pół roku ślubnego trzeba się cenić i lecieć na podwójnych obrotach żeby zarobić na kolejne pół roku ‘laby’ – wtedy można poświęcić się pasji. Jest czas na odpoczynek, osobiste projekty, darmowe sesje, inwestycje w sprzęt, sporadyczne zlecenia komercyjne, czasem wpadnie zaliczka na przyszłoroczne wesele.

Oczywiście początki były darmowe ale kiedy już wzrosło zainteresowanie, przejście na oficjalny cennik było dość logicznie uzasadnione – działalność gospodarcza.

Bardzo rzadko ale jednak jestem w stanie wykonać zlecenie za zupełną darmochę. Na przykład w przypadku wesela bardzo bliskiego przyjaciela, który tak czy siak by mnie zaprosił jako gościa. Wtedy oferuję moją usługę w prezencie a bawić zaczynam się po oczepinach ;)

Jasne, do tej pory zdarzają się prośby o ‘kilka fotek’ bez pytania o cenę. To akurat mocno drażni ale jeśli kumpel prosi o zdjęcie do dyplomu i wpada z sześciopakiem, to jest jak najbardziej okej ;) Jednak ostatnio już akurat większość zapytań, nawet od bliskich znajomych, zaczyna się od zwrotu “Ile?” więc bez skrupułów mogę podać cenę oficjalną z koleżeńskim rabatem :)

Mimo wszystko, zawód fotografa jest bardzo mocno niedoceniany. “Pan to ma fajną robotę. Popstryka pan jeden dzień i kasuje krocie za kiwanie palcem”. Na szczęście dzięki poruszaniu takich tematów m.in. na blogach, uświadamia co niektórych klientów, którzy jednak są w stanie zapłacić za dobre zdjęcia bez pytania “czemu tak drogo?”.

Pozdrowienia dla wszystkich pasjonatów, profesjonalistów i hybryd :P

Hołk!

pako_ - 24 July 2011 - 06:08

Już od wielu lat nikt ze znajomych nie prosił o zrobienie zdjęć “za darmo” zawsze zaczynają rozmowę od pytania o cenę. A cenę ustalam zależnie od zasług – są ludzie którzy kiedyś bezinteresownie mi pomogli dla nich jest 0 zł.
Fotografuję rekreacyjnie kiedyś miałem działalność foto-Video.

Jeśli chodzi o kolorowe cienie to tak są oświetlone, tam gdzie nie zostały zdominowane przez światło białe to je widać gdzie tło było dalej lub bardziej “chłonne” jest czerń.

Damian - 24 July 2011 - 02:37

Fotograf Pro to taki, który nigdy nie podzieliłby się za darmo wiedzą, którą dzielisz się Ty na swoim blogu… i to główna różnica:)

Maciej - 23 July 2011 - 04:30

To jest problem, na ktorego nie ma zlotej rady – kiedy zaczac pobierac pieniadze za prace fotografa >? Kiedy mozna uznac ze ktos moze tym zarabiac na szklo, czy na chleb to juz jego sprawa. Nie ma ustawowej granicy , a rynek jest tak zagmatwany, ze nie potrafi zweryfikowac “pstrykaczy” i odroznic ich od fotografow. Ciagle znajda sie tacy, ktorym mama kupila aparat – kosztowal NIC- i pojda robic zdjecia za darmo. Kazdy zeby zaczac musi zaczac od nizszych stawek – takie prawo wolnego rynku… Tylko wlasnie robienie zdjec za darmo powpoduje, ze zawsze bedzie ktos inny kto zrobi za free, wiec ja bym byl za pobieraniem oplat za zdjecia, chocby w stopniu minimalnym – znajmomi, rodzina itp itd to dylematy gwarantowane. Ale nie robic totalnie za free… Kiedys telefonicznie rozmawialem w sprawei zdjec- wiec wyliczam dojazd, tla papierowe, tyle a tyle zdjec … mowie kwote, to ci z drugiej strony mowia ze drogo :D bo ktos im mowil ze za free zrobi… No to jak kupi tlo za wlasne pieniadze, aparat i czas poswieci… to jak ma byc normalnie i szanowana ta praca ?

Drugim ciekawym watkiem jest organizowanie konkursow fotograficznych, gdzie prawa majatkowe i do publikacji przechodza na organizatorow. Ci zapewniaja, ze doloza wszelkich staran, zeby podpisac… czyli wcale nawet nie musza tego robic! a ludki wysylaja zdjecia jak opetani. Znajoma jest czesto w jury oceniajacym, to mowi, ze nawet nie ma na czym oka zawiesic O_o bo nikt szanujacy siebie i swoje zdjecia nie odda firmie X czy Y swoich zdjec ot tak za freee, by wygrac nagrode za XXX pln minus podatek ;) Niestety tak jest, ze najpierw zaczynam od regulaminu i najczesciej nic nie wysylam tylko sie smieje :) Bardzo popularne zjawisko, dzielnica potrzebuje zdjec, robi konkurs pula nagrod 1000 podzielona na 5 pierwszych zdjec i ma zapenwiona baze 1000 pstrykow :D tylko co z tym zrobia jak polowa to smietnik >? licza na to, ze trafia te 5-10 dobrych i bedzie taniej niz zlecic ;) temat rzeka… dobranoc :D

Piotrek - 20 July 2011 - 23:48

Ja tylko o tych cieniach….. metz z żelkiem był niżej, i lekko na prawo, względem osi świecenia światła głównego… więc oświetlał to, co przez główne nieoświetlone, tam gdzie główne oświetlało, gasiło metz’a z żelkiem ze względu na różnice w mocy…
Zrób eksperyment… 3 lampy, na każdej inny filtr, czerwony, zielony, niebieski, ustaw je np front z prawej z lewej po 45 stopni czy coś… WB tak, aby suma była naturalna…

Kuba - 20 July 2011 - 17:28

@m2k
Dokładnie. Zamknięte koło. Ludzie bardziej zwracają uwagę jaki masz sprzęt niż jakie robisz zdjęcia. I tłumaczą sobie, że profesjonalista zrobi dobre zdjęcia, bo jest profesjonalistą…a jak stał się profesjonalistą? Zdecydował się przejść na full time i wziął sprzętu na kredyt. Często dla ludzi nie jest ważne jaki będzie efekt, ale żeby to było “pro”. Najlepsze jest to, że jak wyjdzie syf z tego “pro” to wmawiają sobie, że zdjęcia są dobre – no bo jakoś trzeba uargumentować wydaną kasę ;) Mój znajomy ostatnio po evencie, który fotografowałem za free zapytał po tym evencie czy mogę mu zrzucić zdjęcia z aparatu na kompa ;) i był zdzwiony, że trzeba jeszcze coś z nimi robić…znaczy z RAWami ;)

Adam - 20 July 2011 - 15:33

Dla mnie to całkiem prosta rzecz jest. Z tym płaceniem, nie z cieniami … nad nimi musiałem trochę pomyśleć ;)

Otóż focę za free. I tyle. Takie hobby mam, lubię, nie potrzebuję i nie chcę brać za to pieniędzy.

ALE!

Nie jestem też jeleniem. Ani świętym mikołajem. Ani idiotą. Zatem konsekwentnie odmawiam za każdym razem kiedy ktoś proponuje mi żebym zrobił mu “przysługę”, i odwalił typowe komercyjne zlecenie. I informuję wprost że składana propozycja jest wręcz obraźliwa. Potem jest prześmieszny zwrot akcji, ludzie którzy chwilkę temu mówili jakie robię fajne zdjęcia i w ogóle jaki jestem miły nagle dochodzą do wniosku że jestem chamem i beztalenciem, i obrażają się na mnie śmiertelnie. I pies ich trącał :P

I jeszcze słowo na koniec – Łukasz, weź sobie z porządnych ludzi w żywe oczy nie kpij. Jak Ty nie jesteś pro, to kto jest?!?

Lukasz - 20 July 2011 - 10:21

mam nadzieje ze jakies beda !

Kuba - 20 July 2011 - 09:42

Sesja git, tylko co z tymi plenerami ? ;)

Krzysztof - 20 July 2011 - 08:30

Przemek rozwiązał zagadkę. I to jest racjonalne wytłumaczenie a nie moje bajdurzenie o długościach fal świetlnych hehe. Fajna dyskusja, mały krok dla człowieka wielki dla fotografii;)
Pozdrawiam

m2k - 19 July 2011 - 22:07

Fajny post :-) Dodam tez swoje 3 grosze. Otoz kilka razy spotkalem sie z nastepujaca sytuacja: zostalem poproszony o zrobienie zdjec przez znajomych, czy tez dalszych znajomych. Po rozmowie odnosnie szczegolow, po prostu oznajmilem ile to bedzie kosztowac. Zdziwienie. Jak sie okazalo – ze w ogole chce za to jakies pieniadze. Tlumaczenie, ze piekarz nie rozdaje swoich bulek za darmo nie przynioslo skutku, gdyz byl kontrargument, ze on musi kupic skladniki na ciasto na te konkretnie bulki. Ja i tak mam aparat, obiektywy, swiatla itp., wiec de facto wypozyczam ten sprzet + swoja wiedze + TROCHE wlasnego czasu (nikt nie bierze pod uwage czasu spedzanego na obrobce). Oczywiscie wypozyczanie tez kosztuje, no ale przeciez jestesmy znajomymi i jedno “wypozyczenie” w ta, czy w tamta nie zrobi mi roznicy, a kilka godzin wlasnego czasu… – no, coz moglbym podarowac, przeciez darujemy sobie rozne rzeczy, prawda? Trudno mi polemizowac z takim rozumieniem, mimo ze argumenty by sie znalazly. No, ale przyszly “klient-znajomy” juz jest obrazony, ze probuje go naciagnac, wyludzic od niego pieniadze. “W takim razie juz wole wziac PROFESJONALNEGO fotografa i zaplacic mu tyle, co Tobie” – mowi. No, ale ja tez zrobie Ci profesjonalne zdjecia – mowie. Otoz nie, jak widac – ja nie zrobie, poniewaz to jest moje hobby tylko, nie traktuje tego powaznie (w sensie nie zyje z tego) wiec nie moge byc profesjonalnym fotografem (gdyz np. nie mam na tyle czasu, zeby nauczyc sie tak dobrze fotografowac, jak profesjonalisci), nie mam swojej firmy, nie wystawiam faktury, nie nazywam sie foto-sroto i ogolnie jestem co najwyzej entuzjasta, ktory ma niezly fun z robienia zdjec, ale jak mi np. nie wyjda, to przeciez moj klient-znajomy nie moze sobie pozwolic na takie cos. A jak nie wyjda PROFESJONALNEMU fotograafowi? – pytam. Nie, no jemu to na pewno wyjda, przeciez on jest profesjonalny, zyje z tego, jest to dla niego chleb powszedni i na pewno wie co robi, a ja to nie do konca. Nadal trudno polemizowac, bo argumenty sa tak slabe, jak szczypiorek na wiosne… Co robie? Odmawiam – nie fotografuje za darmo, chyba ze ktos namowi mnie na projekt, ktory i mnie sie spodoba, badz zgadzam sie zrobic zdjecia za pozowanie itp.
Ludzie niestety nadal mysla, ze kupno drogiego aparatu (duzego, najlepiej slynnej lustrzanki) jest synonimem zrobienia udanych zdjec. Przekonuje sie o tym an kazdym kroku :-(

malwa - 19 July 2011 - 11:15

To WSZYTKO jest bardzo ciekawe, zresztą nigdy nie było tu nie ciekawie ale ale. Jakkolwiek i cokolwiek tu sie nie dzialo sądziłam zawsze że to total pro ;) Bylo, że sobie myslam no tak no tak ale ten sprzet to skads taki poziom to jednak praca. Oczywscie pasja przedewszytkim ale fotowiedza nie bierze się z wnetrza aparatu czy nawet wnetrza glowy czy nawet wnetrza naszej duszy w ktrej to owa pasja mieszka i sie rozwija, ową wiedze “my fotografowie” musimy sami sobie wziąć ba musi na nią zapracować swoją praca nad tym zeby ją przyswoić żeby umieć ją wykorzystwać. Cudownym jest, że mimo wszytko mimo podziałów na pro i nie pro na mądrujacych sie na forach umiejacych coś i umiejących pisać i czytać środowisko fotografów i fotografujacych jest pozytwnie wymieniające się wiedzą, publikujące i rozwijająco kształcące…jasne że jest to też czasem przy okazji pochwalenia się ale to zupełnie nie w tym rzecz i poleciałam za bardzo w swojej wypowiedzi w kierunku nie tym co trzeba…wracam więc do seda jakim jest poczucie kiedy coś i ktoś jest pro i ma “prawo” do brania kasy za to co kocha robić bo ….bo co? zdał jakiś egzanim ? moze państowoy egzamin załtwił by sprawe – żart- ja czuje że wszytkiego jest za dużo wszytkich apratów wszytkich fotgrafów wszystkich cioć i wojków i znajomych znjomych co mogą zorbic fotki bo się uczą i chetnie zorbią za free a ci co sie juz nauczyli też zorbią bo kochaja to co robią, totlany chaos…
Ty piszesz ze na półke pro nie wejdzesz bo Ci daleko ja dlugo myslam ze na tej półce już dawno jesteś…ja zupełnie tematu nie oganiam, nawet wypowiedzieć się nie umiem w tej kwestii, kasa zawsze powoduje u mnie mieszane uczycia, zmieszałam się więc totlanie. dobrze ze fotki poogladać moge działają kojąco :)

Kuba - 18 July 2011 - 18:30

@Aga photoTOM

Aga, jest takie powiedzenie “zapomniał wół jak cielęciem był”. Już to widzę jak zaczynając zabawę z foto robisz za kasę lub po kilku sesjach dla znajomych stajesz się mistrzem szkieł ;) Przecież to jest oczywiste, że ludzie na początku swojej fotograficznej “karyery” nie robią za kasę bo nie chcą być naciągaczami. Każdy na początku musi trochę potrzaskać za free w jakiś sposób, żeby się wyrobić i dojść do stanu “become a professional photographer”. Pytanie jest tylko jedno – jak wybrać moment, w którym stawia się cały swój sprzęt i doświadczenie na szalę biznesową?

Kuba - 18 July 2011 - 18:14

Też mi zagadka ;)
Skoro niebieski Metz nie był w tym samym miejscu co oświetlenie główne (rozumiem, że nie był zaszyty w okcie z jej lampą), to musiał być gdzieś indziej – i tym samym miał inny zasięg – i dosięgał cieni – czyli tam, gdzie główne oświetlenie nie docierało lub docierało z dużo mniejszą mocą z odbić. Aż mnie zaskoczyliście tymi rozważaniami…a dodatkowo może ten Metz stał tak, że się wpakował ze swoim światłem w rodzinę kątów odbicia bezpośredniego i tak się zgrało, że mimo że słaby to go widać wyraźniej.

Cwaniakuję bo się już jakiś czas temu zabrałem za “Światło w fotografii / Magia i nauka” Fila Huntera, Sevena Bivera i Paula Fuquego” (autorów przepraszam za gniotki literkowe) ;) Polecam każdemu – po prostu podręcznik do światła w foto ;)

Lukasz - 18 July 2011 - 14:36

Przemek bylo dokladnie tak jak napisales! :)

przem - 18 July 2011 - 14:15

Bardzo fajne zdjęcia, najlepsza wg mnie 1 z niebieskim cieniem. Pokusiłem się o małą analizę zdjęcia celem wytłumaczenia tego, jakby nie patrzeć zajebistego, niebieskiego cienia:

http://img846.imageshack.us/img846/5880/59492945879d27aeda3dbp.jpg

Na pewno nie powstał on przez “przenikanie fal niebieskich i czerwonych” jak mówi Krzysztof. Zapewne od góry świecił jakiś duży oktabox (miękkie cienie) i on był keylightem w tej sytuacji. Natomiast od dołu świecił metz48 z filtrem niebieskim. Ponadto był ustawiony tak, że w prawym dolnym rogu zdjęcia niemal nie widać jego wpływu, więc albo był blisko modelki i skierowany był w okolicę jej głowy, albo trochę dalej z zoomem także na głowę. W ten sposób w okolicach twarzy i prawej ręki w cieniach powstało najmocniejsze światło niebieskie.

Dlaczego widać je tylko w cieniach? Ponieważ cienie nie były doświetlone niczym, więc metz ustawiony nawet na bardzo małą moc był jedynym światłem docierającym w te miejsca (poza odbitym keyem od jasnego stroju modelki i od poduszek). Liniami zaznaczyłem miejsce pod prawą ręką gdzie niebieskie światło nie docierało (zasłoniła je modelka) i tam cienie są w naturalnym kolorze (no… może trochę żółtawym :)

Dlaczego nie widać go na całej modelce? Ależ owszem, widać, tylko że bardzo słabo ponieważ keylight był o wiele mocniejszy i “przyćmił” widoczność niebieskiego światła. Przykładem niech będzie beżowa część stroju po prawej stronie modelki – na dole koło uda jest to “czysty beż” natomiast w okolicach pachy “nieco brudno-niebieski beż” :)

Swoją drogą gratuluję przypadkowego odkrycia, na pewno przyda się do przyszłych sesji.
Tym sposobem zagadka niebieskiech cieni została rozwiana, dziękuję, gratuluję, pozdrawiam ;)

Aga photoTOM - 18 July 2011 - 11:09

A ja powiem tak. Fotografowalam za darmo zbyt dlugo, przyznam sie do tego bledu – bo to byl blad, i to ogromny. Ludzie nauczyli sie przychodzic do mnie po przyslugi, a potem gdy zaczelam miec stawki zawiedzeni odwracali sie i szli do innych ‘zaczynajacych fotografow’ – i nadal mieli zdjecia za darmo (pocieszalam sie tylko mysla ze nie byly tak dobre ;). I choc nie mowie o polskich warunkach wszedzie jest dokladnie tak samo, sami sobie robimy krecia przysluge pracujac za darmo ‘for publicity’, ‘towards future oportunities’,'for charity’, you name it. Ja chyba slyszalam juz wszystkie mozliwe. Tylko i wylacznie stanowcze NIE wszystkich zainteresowanych moze obudzic publike. Nie mam tu na mysli cioci Zosi robiacej zdjecia na komunii swoim nowym kompaktem, ale czlowieka z umiejetnosciami ktory zrobi i wyedytuje bo przeciez publikacje w magazynach nigdy nie placa, podobnie jak fashion shows, designers, modelki o wyzszych standardach etc…

Full time, part time, hobby – jakkolwiek to nazwiemy, dobrych zdjec nie robi sie za nic. Nie robi sie tez ich ‘za symbliczne 10% wartosci’ – ‘zeby cos bylo’, jakies grosze, ludzie zaczynaja wtedy myslec ze sesja fotograficzna kosztuje 100zl, i tylko my sami jestesmy tu winni. W ten sposob podkopujemy dolki po istniejacymi biznesami (co mozemy uznac za odwieczne prawo konkurencji i byc z tym jak najbardziej OK ;) ) ale co najgorsze pod samymi soba, bo predzej czy pozniej zmeczymy sie wykonywaniem dobrej roboty za mgliste obietnice i ‘dziekuje’ (nie mowie tu oczywiscie o ludziach nam bliskich, ani tez o wlasnych projektach – nie oczekuje zeby ktos placil mi za realizacje moich prywatnych fotograficznych przedsiewziec).

Ale z drugiej strony – moze ja mam taka wlasnie opinie bo fotografuje full time, i choc poczatkowo bylo ciezko, wreszcie udalo mi sie przeskoczyc z etapu ‘za darmo lub bardzo niewiele’, na businessowe stawki. Latwo jest miec duzo zlecen bedac dobrym w tym co sie robi kiedy robi sie to za darmo, przeciez osoby prywatne, businessy, nawet cale instytucje szybko zwesza swietny deal. Ogromna satysfakcje daje robienie tego samego za godziwa zaplate, wzrasta szacunek do samego siebie i swoich umiejetnosci kiedy dochodzisz do etapy gdy wynagrodzenie za twoja PRACE nie podlega jakiejkolwiek dyskusji.

Ania - 18 July 2011 - 08:34

Swietna sesja i bardzo trafny opis zycia. Dokladnie tak jest z fotografami jak napisales. Ja i tak uwielbiam twoje zdjecia i zaplacilabym kazda cene

temat ciekawy ciekawy, zapraszam

Krzysztof - 18 July 2011 - 07:52

Niebieski w cieniach może mieć związek z właściwością fali świetlnej o barwie niebieskiej. Jest krótsza i o większej częstotliwości i skłonna bardziej do przenikania niż fale z drugiego końca spektrum (kolor czerwony). Obstawiałbym tą teorię. Ale może ma ktoś bardziej racjonalne wytłumaczenie.
Pozdrawiam

Krzysztof - 17 July 2011 - 21:07

Świetny wpis jak zawsze. Gratuluję kolejnej świetnej sesji.
Co do dorabiania to pewnie indywidualny wybór każdego pasjonata.
Muszę jednak stwierdzić, że w przypadku zdjęć za darmo obdarowani często jakby mniej szanują wykonaną pracę. Nie wiedzą do końca czego chcą dając wolną rękę na postprodukcję a po otrzymaniu widzieliby wiele rzeczy inaczej nie zdając sobie sprawy, że wymaga to wiele pracy. Z kupującymi usługę jest tak, że chcą wiedzieć co dostają i za ile. Dzięki temu łatwiej wykonać jest zadanie. To tak z moich obserwacji.

Maciek - 17 July 2011 - 20:53

Może owy się tutaj znajdzie, bo ja nie umiem w logiczny sposób tego wytłumaczyć :P swoją droga zaciekawiło mnie to bardzo!- musze sam w najbliższym czasie tego spróbować koniecznie!

Lukasz - 17 July 2011 - 20:50

No tak Maciek glowne zaglusza te kolorki ale ciekawe jest to ze kolor pojawia sie w cieniach. Jakis fizyk swiatla musialby sie wypowiedziec

Maciek - 17 July 2011 - 20:47

nie jest tak przypadkiem, że główne światło w pewien sposób wygasza lampy z żelkami, które sa na minimalnej mocy ;>? mam na mysli, iz głowne źródło jest na tyle mocnym źródłem swiatła, iż dominuje nad resztą? moge się mylić, ale to tylko taka moja teoria ;)

Pawel - 17 July 2011 - 20:43

Genialne

Mateusz - 17 July 2011 - 20:07

Siemankko, dzieki za dodanie mojej wypowiedzi w tym jakze waznym do poruszenia temacie. Moje zdanie na temat godzenia dziennnej pracy z fotografia juz znacie teraz chcialbym jeszcze slowko na temat CENNIKA.

Owszem robilem dlugo sesje za darmo do momentu kiedy uwiadomilem sobie ludzki brak szacunku do tego zawodu. To chyba jedyna znana mi profesja w ktorej ludzie oczekuja ze bedziesz robil to za darmo. Druga sprawa to oje wlasne koszta i czas. Koszta jak aparaty, soczewki, lampy, monitor etc. … majatek. Do tego czas na sesje, przegladanie zdjec, obrobke. Ludzie musza zdac zobie sprawe ze sesja zdjeciowa to nie 100 pstrykow w dwie godziny i koniec. To minimum 2 godziny dodatkowo na obrobke codziennie przez kolejny tydzien. Tak ze od pewno czasu zasada sesje free… tylko dla najblizszej rodziny albo przyjaciol + meetingi z innymi fotografami, modelkami, MUA dla funu gdzie nikt nie beierze pieniedzy za swoje uslugi. Wszystko pozostale jes komercyjnie… czasem smieszne pieniadze ale sorry szanujmy sie i swoj czas. Ja zamiast robic darmowe sesje moge spokojnie ogladac TV lub relaksowac sie przy dobrej ksiazce.

I ostatnia kewstja to dorabianie. Ja osobiscie na zdjeciach i sesjach nie chce sie dorobic i nie traktuje tego jako druga prace. To co zarobie na zdjeciach pozawala mi na zakup nowego sprzetu, ksiazek, softu. wybranie sie na szkolenia etc. jednym slowem wszystko co zarobie na zdjeciach inwstuje spowrotem w fotografie…. takie bledne kolo :)

Pozdrawiam wszsytkich serdecznie,
Mateusz

Lukasz - 17 July 2011 - 18:19

No ciekawy patent musze sprobowac

Mateusz Gruca - 17 July 2011 - 17:34

Taki patent z kolorowymi cieniami widziałem ostatnio na FashionTV. Dwie lampy: czerwona 45 stopni na lewo od obiektywu i zielona 45 stopni na prawo. Dosyć ciekawy efekt to to dało – kolorowe cienie na tle, ale też na mniej oświetlonych głównym światłem obszarach twarzy modelek – trochę jak film 3D na kolorowe okulary.

Michał Świerkot via Facebook - 17 July 2011 - 16:57

Łukasz, właśnie o tym chcemy wkrótce wspomnieć na warsztatach organizowanych przez dreamsphoto. Temat rzeka ale równie ciekawy ;)

Twój email nie jest publikowany. Pola wymagane są oznaczone *

*

*