Lukasz Piech Blog Strobistyczny » Lukasz Piech Strobist Fotografia

Masthead header

AWF

Tak się bawi, tak się bawi AWF

AWF – czyli alma mater mojej żony, znajduje się przy genialnym po prostu parku. Parku w którym nadzwyczaj genialnie (ponad zwykłą genialność dnia codziennego) dzieje się pod względem kolorystycznym, kiedy jesień zagości w nasze progi. Płomienie żółto-czerwonych liści, urokliwe alejki, słoneczko wyglądające zza gałęzi, tak nieśmiało, a jednocześnie tak ogniście, jakby z pewną nieśmiałością chciało uczcić pamięć odchodzącego lata. W tymże parku jest też prawdopodobnie największa gęstość występowania osób fotografujących na metr kwadratowy prawdopodobnie w całej Unii Europejskiej. I nie chodzi tu wcale o to, żeby było on jakąś mekką artystów fotografików, wręcz przeciwnie – przyciąga jak magnes rodziców, którzy specjalnie po to kupili swoje pierwsze De 90 lub 550tke z kitem aby uwiecznić każdy krok swojej pociechy. Każdy grymas na twarzy swego ukochanego synka, każdy glut zwisający z nosa wychuchanej córeczki (bo i najcieplej teraz nie jest, więc o katar nie trudno kochani rodzice). Normalnie wszystko. “O idzie, o uśmiecha się, o wdepnął w psią kupę”. I wcale się tutaj nie nabijam, bo moja Julka będzie prawdopodobnie najbardziej obfotografowaną córeczką w tej części globu. Ot takie spostrzeżenie socjologiczno-technologiczne, już teraz wiem, dlaczego przemysł produkujący coraz większe karty pamięci musi tak ciężko pracować – bo gdzieś ten milion zdjęć na minutę musi się zmieścić!

Gdzie, jeśli nie w towarzystwie pstrykaczy niedzielnych (a sesja nomen omen odbywała się w niedzielę!) czułbym się lepiej? :) Ale na szczęście ekipa NASZEJ sesji była naprawdę doborowa – bo i świetna modelka Klaudia, i nieodzowny asystent i świetny fotograf Kuba i niezrównana Daria. Przy okazji sesji poznałem WRESZCIE także Tomka, z którym rozmawiałem już wielokrotnie przez internet o różnych aspektach fotografii, lecz jakoś nigdy nie było nam dane spotkać się face2face. Tomek, jak nikt potrafi ukazać kobiece piękno w zdjęciach portretowych, beauty, modowych czy aktach, tak na kliszy jak i pixelach swego aparatu. Generalnie bardzo miłe spotkanie z ciekawym młodym człowiekiem to inspirująca sprawa, tym bardziej, że udało nam się wyjść z “neta” i spotkać w przestrzeni realnej. A przy okazji spotkania, jeśli jeszcze uda się coś sfotografować, to już pełnia szczęścia :)

Mój pierwszy raz

Z początku się trochę bałem, nie wiedziałem jak to będzie, co mam robić, jak już przyjdzie co do czego, czy będzie boleć, i czy będzie fajnie. Ale koledzy namawiali, śmiali się ze mnie, że jeszcze tego nie robiłem. Więc postanowiłem to zrobić, wybierając piękne słoneczne popołudnie na dzień mojej inicjacji. Kiedy było już po wszystkim, wcale nie żałowałem, nawet mi się podobało. Chcę z pewnością zrobić to jeszcze raz, może nawet częściej.

:):):)

Tylko błagam, nie śmiejcie się teraz – nigdy w życiu nie pracowałem z blendą! Głównie z racji wrodzonego lenistwa i prześladowczej manii kontrolowania wszystkiego. Jakoż przyjemniej i łatwiej pracuje się ze światłem błyskowym, które mogę dowolnie kształtować, kontrolować w pełni, mieć wpływ na jego siłę, kierunek, to czy jest miękkie czy twarde. Poza tym lamp mogę mieć “pińcet” a słońce tylko jedno. Słońce kapryśne, które nie chce czasem współpracować, nie podziela naszych “tfu-rczych wizji”. Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz. Choć nie do końca odbył się z własnej woli, gdyż byłem mentalnie gwałcony przez Kubę i Tomka (“ej, ale mieliśmy też robić w zastanym”, “długo jeszcze z tymi lampami” itd). Z perspektywy czasu powiem, że warto było dać się zgwałcić, bo o tej porze dnia i roku, słoneczko było po prostu tam gdzie miało być na potrzeby tej sesji. Mało tego, robiło dokładnie to co chcieliśmy żeby dla nas robiło. Zatem postanowiliśmy zrobić sesję “pod słońce”. Ekspozycja na twarz modelki, olewamy przepały i flary do dzieła! Jasne, że słońce nie jest takie skore do okiełznania, ale mam wrażenie, że z rozpiętością kliszy i innymi swymi charakterystykami, mój Haś chyba bardziej lubi pracę w świetle zastanym, bo odwdzięcza mi się przyjemniejszymi obrazkami (przynajmniej teraz, na początku analogowej krzywej uczenia).

Było też błyskane!

Żeby nie było, że już do reszty sfiksowałem – nie zapomniałem oczywiście o strobistycznej pasji! Dla mnie w tej chwili najciekawsze jest poznawanie na nowo możliwości błysku. Czuję się jak mały dzieciak w sklepie z zabawkami, który poznaje dopiero nowe samochodziki i klocki i frajdę sprawia mu próbowanie, rozbieranie na czynniki pierwsze. Hassel otworzył w tej dziedzinie kolejne drzwi w mojej głowie. I nie chodzi tu tylko o próbowanie coraz to nowych filmów i sprawdzanie, który z nich lepiej sobie radzi z błyskiem (choć to też niezła zabawa). Ale dał mi on w prezencie ponad 1 EV mocy moich lamp! Całkiem za free, bez nabywania mocniejszych “błyskotek”, mocniejszych generatorów itd. Przyznam, że początkowo trudno mi było zrozumieć ten niespodziewany prezent, bo ograniczony w Canonie do 1/250 sekundy sync-speed (no w praktyce to 1/200 niestety), nie potrafiłem, mimo dość analitycznego umysłu (moja żona mówi o mnie że jestem “techniczny” – nie wiem czy to nie oznacza czegoś obraźliwego…), ogarnąć co właściwie daje mi możliwość synchronizacji do 1/500 sekundy. Ale po paru konsultacjach rozkminiłem to tak – Załóżmy, że robię zdjęcie w plenerze z lampami błyskowymi, a więc muszę zbalansować światło zastane z błyskiem. Skoro robię zdjęcie np z f2.8, iso 100 i 1/250 sekundy i na takie parametry ustawiam sobie moc lampy, to przy niezmienionej przesłonie, skracam czas o 1EV do 1/500 sekundy, więc aby utrzymać ekspozycję światła zastanego, muszę podnieść ISO do 200, czyli o 1EV. Więc mam tenże 1 EV za dużo mocy lampy błyskowej (gdyż zmieniłem ISO). W ten właśnie magiczny sposób zyskuję na mocy lampy. Do czego w praktyce może się to przydać – zdjęcia plenerowe z małą głębią ostrości to chyba najlepszy przykład. Poprzez skrócenie czasu synchronizacji, przy odpowiednio niskim ISO, mogę pozbyć się wszelkiej maści filtrów szarych z obiektywu (które, chociaż producent pisze inaczej, zawsze pogarszają jakość optyczną, gdyż to kolejna szyba między modelem a kliszą) i znacznie bardziej swobodnie i śmiało poczynać sobie ze słońcem.

Zdjęcie poniżej, choć pewnie z racji surrealistycznej jego formy (wynikającej co prawda z błędu operatora – ale efekt był na tyle ciekawy, że polubiłem to zdjęcie), nie specjalnie to widać, oświetlane było 3 lampami – softbox 60x90cm z przodu po prawej oraz 2 kontry z lampek 430 EX II. Obiecuję, że zdjęcia z tej “błyskanej” części sesji, pojawią się jeszcze na blogu, przy okazji wpisu o pracy ze sztucznym światłem i analogiem, zatem pozwólcie, że w tym wpisie ograniczę się tylko do tej, jakże lakonicznej wzmianki o sposobie błyskania, oraz do tegoż “dziwnego” zdjęcia :)

 Dziś bonusów jak w Biedronce!

Przy okazji – mamy zwycięzcę konkursu z poprzedniego postu. Dla przypomnienia, poprosiłem Was, abyście przedstawili swoją interpretację oświetlenia typu “muszla” i zamieścili swoje prace na fanpejdżu. I tu pozwolę sobie na pewną “wow-dygresję” – konkurs i cała inicjatywa spotkała się z jakimś nadspodziewanym odzewem. W szranki stanęło aż 20 fotografów, na których pracę 4534 widzów oddało 540 głosów. Jest to tym bardziej zaskakujące, że konkurs trwał niecały tydzień! Laureatem został Wojtek Zyguła, na którego pracę zagłosowaliście aż 200 razy. Wojtek, z palety nagród wybrał wspólną sesję, zatem już niebawem na łamach bloga mam nadzieję, iż będę mógł przedstawić efekty współpracy. Tym bardziej, że pomysł sesji już we mnie dojrzewa (choć jeszcze nie wiem czy będzie studyjnie, czy modelka będzie musiała leżeć na zimnej ziemi), a i napłynęła ciekawa propozycja realizacji filmiki backstage z sesji… Więc – stay tuned!

Jako bonus numer 1 w dzisiejszym wpisie – zdjęcie z planu sesji autorstwa Tomka.

 Bonus numer 2 wymaga trochę wyjaśnienia. Jako, że post Pocztówka z Kieva doczekał się już swego epilogu, właściwie poniższy bonus nie powinien się pojawić. I pewnie by się faktycznie nie pojawił, gdyby nie to, że dorwałem się do nowego skanera i … kilka zdjęć odkryłem na nowo. Nie podejrzewałem nawet, że o tym, czy dane zdjęcie jest skopane czy całkiem spoko, w tak dużej mierze decyduje też fakt posiadania lub nie dobrego skanera. Owszem, dobry skaner nie zrobi ze “zdjęcia z d..py” jakiegos majstersztyku, ale “skaner z du..y” z dobrego zdjęcia zrobi “zdjęcie z du..y”. Troszkę to zagmatwałem, ale mam nadzieję, że wiecie o co chodzi – jakość techniczna na każdym etapie workflow raczej pomaga niż przeszkadza:) A więc, jako epilog epilogu – jedno zdjęcie Asi, Kiev 88C/M, Kodak Porta.

A byłbym zapomniał – skoro o konkursach była mowa – pamiętacie o konkursie 7Lives o którym pisałem w jednym z ostatnich postów? Nagrody iście kozackie – drukarki, kupę innego sprzętu, a na finał 2 letnie stypendium w szkole fotografii. Konkurs nabiera rumieńców – edycję październikową wygrał jeden z fajniejszych fotografów jakich znam – Adam Ostrowski! Ale nie zasypujcie gruszek w popiele, bo edycja listopadowa pod kryptonimem “Belle de Jour – Piękność Dnia‘ już trwa.

Poczytaj także:

Facebook comments:

23 komentarze

wyślij do przyjaciela
7 December 2011 - 18:18

Kuba - Łukasz wrzuć no nowy wpis, zdjęcia bym pooglądał ;)

30 November 2011 - 13:10

Lukasz - dzieki :) jedna cyfrowa sesja czeka na wrzucenie :) kolejna juz planuje

30 November 2011 - 11:28

Skarbus - Zdjęcia piękne, dopracowane z duszą i w ogóle. Ale ja i tak wole twoje cyfrowe prace. Tam dopiero widać twój prawdziwy kunszt, gdzie każdy foton pada tam gdzie powinien :)

19 November 2011 - 19:56

Majka - nie tylko swietnie sfotografowane (bo to wiadomo) ale i cudownie napisane. pochlaniam wszystkie wpisy!

19 November 2011 - 10:40

Pawel - nie no super, maja dusze te zdjecia

13 November 2011 - 15:58

Daniel - mi ta sesja wygląda na tak ze 30 lat wstecz ;-) Kiev potrafi. i bardzo szalony bokeh wyszedł. Gratulacje!

12 November 2011 - 21:43

Krzysztof - Prawda. Jeszcze nie próbowałem odpalić fotcelą w słońcu, ale również mam podejrzenie, że będzie to problem (ale może coś wymyślę zobaczymy). Oczywiście centralna migawka załatwia sprawę, ale rozwiązanie cholernie drogie dla amatorskiego użycia;( Prawda, ze długość błysku lampy też ma znaczenie. Moje lampy teoretycznie (nie mierzyłem;))błyskają w czasie 1/1500-1/800 sekundy co znaczyłoby, ze dla czasów poniżej 1/1500 sekundy mamy stratę na błysku którą trzeba kompensować podwyższeniem mocy błysku. Temat w sumie ciekawy i mam w planie trochę przetestować sprawę – jak dojdę do czegoś ciekawego to dam znać:) Pozdrawiam

12 November 2011 - 19:35

Lukasz - Krzysiek jest kilka problemow. Po pierwsze aparat musi miec centralna migawke – czyli Kiev juz odpada, on ma synchronizacje do 1/30 wynikajaca z tego ze migawka jest kurtynowa i sa to dosc spore kurtyny, wiec stosunkowo wolne i czas pelnego otwarcia migawki wynosi wlasnie max 1/30. Z centralna migawka nie ma tego problemu bo ona jest w obiektywie i czasy pelnego jej otwarcia sa znacznie mniejsze (w Hasselbladzie 1/500 ale np w nowszych obiektywach do Rolleiflexa 6008 juz 1/1000). Poza tym wyzwalacz ma swoje ograniczenia – np YN 602 moze synchronizowac max do jakis 1/800 sekundy tylko. No i do tego ograniczenia samego czasu trwania blysku, to zalezy od lampy, gorsze maja wolniejszy blysk co tez sporo ogranicza ta zabawe. Ja testowalem lampy MSN i synchro do 1/500 i nawet dzialalo spoko. Natomiast to o czym piszesz – synchro do 1/8000 sekundy jest mozliwe przez fotocele ze zwyklymi aparatami, sporo o tym czytalem i za cholere tego nie kumam, natomiast testowalem i dziala. W plenerze byloby o tyle trudne ze fotocela w pelnym sloncu raczej ci nie zadziala.

9 November 2011 - 18:54

Krzysztof - Zainspirowały mnie te czasy otwarcia migawki dla lamp studyjnych. I faktycznie w warunkach studyjnych to możliwe – nawet do 1/8000s. Ciekawe czy na zewnątrz też zadziała? Spróbuję w skrajnych warunkach – przy silnym słońcu. A Ty Łukasz czym wyzwalałeś lampy? Na moje to 1/500s na Hasie i Kievie możliwe są z innego powodu bo na pewno nie posiadają lampy z trybem synchronizacji z krótkimi czasami??? Ciekawy, inspirujący wątek przy okazji;)

9 November 2011 - 12:31

Krzysztof - Fajna ta zabawa Hasem i Kiewem. Tylko jeden wątek mnie zastanawia. Jak synchronizujesz lampy z aparatem do 1/500 sekundy? Pozdrawiam

9 November 2011 - 08:27

Lukasz - Koszula byla niebieska a nie biala wiec prosciej skontrolowac jej kolor ;) w pierwszym iso 400 film, 1/500 sekundy f2.8

9 November 2011 - 06:36

Mateusz Ptak - za ta biala koszule kocham cie! przeciez zeby tak wyszla biala koszula w pelnym sloncu to chyba trzeba byc Kopernikiem zeby tak kontrolowac slonce… czysta poezja! na jakich ustawieniach to 1 zdjecie?

7 November 2011 - 10:24

Maciek W - Super foty!

7 November 2011 - 09:57

Tomek - magiczne zdjecia, widze ze zadnego tematu sie nie boisz i wychodzi ci swietnie. w analogu tez jest przepieknie!

6 November 2011 - 18:16

Patryk - Świetny wpis:) Przyjemnie się czyta i ogląda!

6 November 2011 - 16:48

Paweł Michalak via Facebook - Świetnie jak zwykle. :)

6 November 2011 - 14:19

Kuba - Hahah na przyszłość będę wiedział żeby nie robić głupich nim :P Nice foty ;)

6 November 2011 - 10:11

Andrzej Zalewski via Facebook - ale zakładke “o mnie” powinieneś zaktualizowac, to o średnim formacie ;P

6 November 2011 - 10:10

Sandra Ploch via Facebook - Rewelacyjne zdjęcia.

5 November 2011 - 23:36

Ania - Po prostu pieknie

5 November 2011 - 23:33
5 November 2011 - 23:17

Sandra Ploch via Facebook - Rewelacyjne zdjęcia.

5 November 2011 - 23:16

Lukasz Piech Strobist Fotografia via Facebook - nowy wpis na blogu, zapraszam :) Lubisz – udostepnij!

Twój email nie jest publikowany. Pola wymagane są oznaczone *

*

*

Napisz do mnieWrzuć na fejsaPin it!