Tutorial
posts displayed by category

Koalicja PO – PiS
Oct 12 2011 ·0Zdaję sobie sprawę z tego, iż zaraz po publikacji tego posta pies z kulawą nogą go nie przeczyta, gdyż publikuje go tuż przed emisją kolejnego odcinka “Top Model”, a cóż jest ważniejsze niż bycie “hipnotajzin i egzotik”, jednak po zakończeniu dzisiejszego odcinka, polecam wyłączyć TVN i zasiąść do lektury.
PO – PiS
Oryginalnie planowałem ten wpis wprost na ciszę wyborczą. Niestety albo pracuje albo próbuje zasnąć przy wtórach serenad Julki, która donośnym głosem przypomina na każdym kroku o swoim istnieniu. A jak nie udaje, że próbuje zasnąć (bo po co udawać, i tak się to nie uda) to robię coś równie twórczego, np wysiaduje na spotkaniach (jeśli spotkaniem można nazwać spędzanie czasu ze słuchawką przy uchu, wysłuchując przykładów Mumbai-English, rodem z serialu “Dostawa na Telefon” :) A w sumie szkoda, bo dziś do opisania mam koalicję, która przetrwała te i inne wybory, bez walki o stołki (chyba, że stołki w studio lub te przy popielniczce). Koalicję, która potrafi zgodnie współpracować, przy nawet najdurniejszych pomysłach kreatywnych. Koalicję PO – PiS (Prowizoryczna Organizacja – Piech i Sycha)
Jeden z koalicjantów (Treasure vel Sycha), to medialne zwierze. W każdym filmiku Behind the Scenes go pełno, zawsze jakoś się kręci przed obiektywem “przypadkiem”. Sporo osób nawet myśli, że ten “Piechu” to on – ten chudy blondyn (i tu wszystkich rozczaruje, to ten gruby szatyn :) ) Mimo, że wywija tramwajami bączki na pętlach, pali gumy w “czwórce” w drodze na Bronowice, a nawet, jak miejska legenda niesie ma specjalny celownik w kabinie motorniczego, którym namierza i specjalnie kasuje co lepsze bryki (uff długa dygresja, więc jak czytasz po 2 piwach, ciężko ci będzie wrócić do pierwotnej myśli przed “Mimo” i przecinkiem), jakoś magicznie znajduje czas na fotograficzne wygłupy z drugim z koalicjantów. I to nie tylko by asystować, co to to nie! Przemo robi się skubaniec coraz lepszy, już dawno nie asystuje po to, aby się uczyć, bo wie wszystko 100 razy lepiej niż ja, asystuje raczej po to żeby mnie wkurzyć, że ma takie dobre kadry :)
Drugi koalicjant to ja (ten “Piechu” co go praktycznie nie widać filmikach – no cóż jedni pracują inni … hehe), więc nie ma się co rozpisywać. Wspomnę tylko, że dla asystentów nie jestem za dobrym materiałem do pracy, gdyż, choć komunikację poza-werbalną i “pseudo-werbalną” na sesji opanowaną mam do perfekcji, jasna komunikacja tego co chcę zmienić np. w oświetleniu to już wyzwanie. W ferworze sesji, moje prośby o zmodyfikowanie światła ograniczają się do zdawkowych “No, troche, ciut, nie, nie, jeszcze, no, spoko, nie” itd.
Prace koalicji zatem są dość specyficzne w odbiorze osób postronnych, co jednak jest cholernie ważne, to fakt, iż po tyyylu sesjach, nie musimy specjalnie za wiele mówić, a to w układzie partnerów pomagających sobie na sesji jest kluczowym aspektem. Nie bagatelnym jest też fakt, że Przemek jest stałym modelem “przed-sesyjnym”, na którym testuję światło, więc jego pula zdjęć fejsbookowo-naszoklasowych dramatycznie rośnie i to w postępie geometrycznym. Księżna Dajana, która (niesłusznie) uznawana jest za najbardziej obfotografowaną osobą na świecie, jeśli widzi nas tam z góry, to obgryza pewnie paznokcie z zazdrości, bo w kategorii studyjnej i naszoklasowej wlaśnie może sie, nomen omen schować. Jeśli zrobią Top Model dla facetów, będę szczerze i gorąco namawiał Przema do uczestnictwa, bo z takim doświadczeniem przed obiektywem i tak różnorodnym portfolio, pobije na głowe wszystkich “egzotik”i “hipnotajzin” a sama Dżoana powie mu zapewne już na wstępie, że Łan Dej będziesz Przemo on de kower of the magazina :)Choć jakby Woliński chciał go łapać za biust, nie wiem co na to żona i dziecko!
Zatem koalicja Prowizoryczna Organizacja – Piech i Sycha (PO – PiS) trwa i ma się dobrze. I mam nadzieję, że będzie jeszcze długo współpracować, tym bardziej, że po co teraz zmieniać, przecież mamy prezydencję itd. Kręgi zbliżone do służb specjalnych donoszą nawet, że do teamu dołączyć ma pewien Węgier, Ferenc, ale to ponoć dopiero za kilka lat.
O czym my to dzisiaj?
A tak, sesja! A na niej sami fajni – Mateusz, z którym już pracowałem przy sesji w Cementowni. Mateusz to urodzony model, przed obiektywem zmienia się w prawdziwą bestię, a przede wszystkim ma to coś, co uwielbiam w modelach/modelkach – wie co ma robić. Nie trzeba zatem mówić mu, jak się ma ustawić , co ma zrobić z rękami itd, bo on to sam wie najlepiej. Wystarczy mu mały briefing, opowiedzenie, co chcemy osiągnąć na sesji, a potem to już on się potrafi postarać o efekt. Zatem moje korekty pozowania ograniczają się do standardowego “głowa niżej” (zastanowiłem się kiedyś i jest to równoważnik zdania, którego używam jakieś 300 razy na każdej sesji). Wizażem oraz efektami specjalnymi zajęła się również sprawdzona i jakże zdolna Asia, która nie tylko wymalowała Mateusza, ale potem także go “umorusała” bliżej nieznaną mi substancją (nie chciałem pytać), a w kulminacyjnym punkcie sesji… poprosiliśmy ją o rękę! Rękę, którą zresztą użyła w słusznej, zdjęciowej sprawie.
A jak świeciliśmy? Ponieważ miało być mrocznie, musiało być selektywnie. A więc jako główne źródło światła, użyłem beauty disha 70cm z gridem, nad modelem (lekko pod kątem) tak aby uzyskać wyraźne, ostre oświetlenie górne, podkreślające cienie i kształt twarzy modela. Ponieważ oświetlenie było bardzo nachylone powstawały nam dość spore cienie także w oczach, co jest ok i w konwencji, ale już przed sesją wykombinowałem sobie, że chce aby te oczy “świeciły”. Miałem już zamysł rozjaśnienia ich w Lightroomie, ale nie udało by mi się to, bez wpuszczenia odrobiny światła od dołu z parasolki. Nie za dużo, bo nie chcieliśmy upiornego efektu rodem ze “Strasznego Filmu”, ale na tyle, aby te oczy zabłysnęły. To diametralnie uprościło post-produkcję, gdyż o wiele łatwiej było odrobinę rozjaśnić oczy w LR, poprzez podniesienie selektywnie ekspozycji na tęczówce oka. A właśnie – tęczówce, niczym innym. Widzę cholernie często próby rozjaśniania oczu “po całości” i niestety nie wygląda to specjalnie dobrze, wskazując raczej na chorobę wątroby modela a nie dobrą obróbkę. Jasne można też rozjaśnić “to białe” ale błagam – w granicach rozsadku! Zazwyczaj nie wygląda to dobrze, jeśli nie zastosowaliśmy jakiegoś błysku rozjaśniającego całe oko. Zatem najlepiej robić już zdjęcie myśląc o tym co chcemy osiągnąć w post-produkcji. Wiem, że to nie jest proste, sam sobie z tym nie radzę, ale próbować trzeba.
Aby dodać plastyki, używaliśmy 2 świateł kontrowych. Były to lampki 300 Ws na minimalnej mocy, z gridami i wrotami. Niestety, mimo, że robiliśmy na iso 50 i przesłonie f2.8, miały one i tak za dużo mocy, więc bardzo pomocne okazały się neutralne (no kurde w miare neutralne) filtry szare, zakładane na lampki pod gridem. Jeśli macie takie filtry, lub inne kolorowe, pamiętajcie o jednym – one nie lubią żarówek pilotów :) Jeśli zostawicie włączone piloty, po chwili nic z tych filtrów nie zostanie (właściciela studia poruszenie.com uspakajam – owszem wiem to z autopsji, ale spaliłem swoje, nie wasze i to nie było na tej sesji :)
Chwilę o lenistwie – właściwie na tym setup mógłby się zakończyć. Gdybyśmy przybliżyli Mateusza do tła, to światło z głownego disha i z parasolki docierało by do tła i nie musielibyśmy martwić się o separację, tym bardziej, że mieliśmy kontry. Ale… żeby to tło oświetlone głównym wyglądało jakoś w miarę sensownie, musielibyśmy się sporo namęczyć, odsuwać, przysuwać itd. Zamiast tego, oddaliliśmy modela maksymalnie od tła i oświetliliśmy je osobno :) To daje nam 100 razy większą kontrolę nad tym co chcemy osiągnąć, możemy światło na tle ograniczać lub rozszerzać, zmieniać jego kolor i robić z nim inne dziwne (glupie?) rzeczy. Zatem lenistwo, lub może chęć kontroli wzięła jednak górę nad minimalizmem.
ISO, jak już wspominałem, najmniejsze z dostępnych na moim body. Czas tu akurat 1/125 sekundy, przesłona f2.8 na Canonie 135 L. Dlaczego taka przesłona nie będę opowiadał, bo to obciach pisać o tym, że napaliliśmy się na studyjne Kievem, a że on ma przesłony od 2.8 to temu podporządkowaliśmy całe ustawienia i robiliśmy ekspozycję właśnie pod f2.8, tylko po to, aby po wylaniu utrwalacza z koreksu, w którym była rolka z sesji, kapnąć się, że jednak robiliśmy z przesłoną f11 i cały film idzie do kosza. Zatem nie będę o tym pisał, bo to głupie i dowodzi tylko żółtodziobstwa analogowego (nie masz podglądu w tym Kievie Piechu, co?). Poza tym musiałbym cytować wszystkie bluzgi, które po nocy rzucałem w kierunku to siebie, to negatywu… no nie warto.
Obróba
Ok bez ściemy, nie powiem, że w tych zdjęciach nie ma Szopa. Jest a i owszem, nawet sporo. Ale z drugiej strony, nie jest używany jakoś z masochistyczną lubością. Nie wprowadzam w zdjęcie czegoś, czego nie było na matrycy, po prostu wyciągam w post-procesie te elementy zdjęcia na których mi zależało i podkreślam “wizję” (hehe wizje to miał Avedon, albo Kaszpirowski, ja to co najwyżej mogę mieć strzęp pomysłu), którą sobie uroiłem w głowie przed sesją. Zatem zapraszam do obejrzenia filmu z “szopowania”. Jeśli chcecie sobie pobrać “na własność” ten filmik (i np spowolnić hehe), to można go pobrać z tego linku.
Jeszcze raz przepraszam, że zakłóciłem seans “Top Model”, ale jeszcze będą powtórki na pewno. After all, wszyscy chcemy być hipnotajzin!
Błyskotki, Paralele i Bin Laden
May 08 2011 ·0Długi weekend
Jak to dobrze czasem odpocząć. Oderwać się od nawału pracy zawodowej, zapomnieć na chwilę o wszystkich meetingach, conf callach, projektach i składni SQL. Naładować baterie i zresetować się zupełnie. I to wcale nie musi oznaczać upijania się do nieprzytomności :) W moim przypadku oznaczało to nie mniej ni więcej ale błogie lenistwo przez tydzień i oczywiście… zdjęcia. Choć plany były znacznie bardziej rozbudowane, z plenerami, fashionami i innymi czarami. No ale oczywiście co się dzieje kiedy 80% Polaków ma wolne? – LEJE. Niestety jak zwykle nasza aura nie dopisała kompletnie i powodowała nastrój jednoznacznie barowy. No ale od czego właściwie mam moje mini domowe studio? I od czego dobrzy znajomi, tacy jak Aneta? Mimo, że zbałamuciłem żonę i zdołałem przekonać, iż to właśnie na moje studio powinien zostać przeznaczony największy pokój w naszym mieszkaniu, częściej gra on role gabinetu i pokoju do pracy, a sprzęt foto stoi i łapie kurz. No ale przychodzą właśnie takie dni, kiedy wszystko aż krzyczy – studio, studio!
A jak studio, przynajmniej moje mini studio to portrety, a któż zapozowałby lepiej niż Aneta, istny kameleon, który dosłownie przeistacza się nie do poznania przed obiektywem. To już nasza kolejna sesja z Anetą i odkrywamy coraz to nowe jej oblicza.
Pala…tfu..Paralele
Przy okazji piszę ten wpis, oglądając X-Factor, na którym od dawna się emocjonuję niezdrowo. Nie wiem z czego to wynika, lecz cholernie wkurza mnie kompletny brak gustu, jakim cechują się wysyłający SMSy. Założę się, że znów wygra ktoś niewidomy, Filipińczyk lub 7 letnia dziewczynka. Bo to takie słodkie. A prawdziwi artyści, ludzie z charakterem, którzy mają coś do powiedzenia przez swoją muzykę, coś więcej niż tylko zakręcenie zgrabnym tyłkiem, albo szokowanie wymalowanymi paznokciami i oczami, pozostaną znów na marginesie mainstreamu… Napisałem o braku gustu SMSujących, bo nie wierze, że to brak narodowy. Nota bene, paralelne procesy odnaleźć można praktycznie wszędzie, także na niwie “prawdziwej portalowej fotografii”, o czym za chwile…
Błyskotki
Portrety beauty to już ponoć mój znak rozpoznawczy. Przynajmniej tak się dowiedziałem od sporej już publiczności, która kojarzy mnie właśnie z tego typu zdjęciami. To w sumie dla mnie trochę dziwne, bo sam siebie nie utożsamiam głównie z tego typu zdjęciami, a raczej z plenerowym szaleństwem, jednak niezaprzeczalnie ostatnio dość sporo przesiedziałem w studio nad wszelkiego rodzaju portretami, co pozwoliło mi na wyrobienie sobie swojej specyficznej techniki. Często pytacie jak osiągam efekt tak płytkiej głębi w zdjęciach studyjnych, w połączeniu z tyloma lampami błyskowymi. Kluczem w tym przypadku jest praca z minimalnymi mocami lamp oraz bardzo bardzo niskie ISO. Mój Ds pozwala mi zejść nawet do ISO 50, lecz jeśli i to nie wystarcza, stosuje pasjami filtry neutralne szare. Póki co, z racji ograniczonego budżetu posiadam tylko jeden filtr Vari-ND do obiektywu 135L. Do 85mm używam standardowych filtrów ND pozwalających mi na ograniczenie światła o 1 i 2 działki przesłony. Nie są one jednak tak wygodne jak Vari-ND, który pozwala na płynną zmianę siły działania filtra od 1 do 4 działek przesłony, więc pewnie następnym wydatkiem będzie kolejny Vari dla tego obiektywu.
Są różne szkoły – wielu fotografów nigdy nie użyje szarych filtrów w studio, uważając to za zwykłą profanację. Jednak jeśli pozwalają mi one osiągnąć to co chce – czyli dość bogato oświetlony portret, jednocześnie z bardzo niską głębią ostrości – to czemu właściwie nie? Zasady są po to by je łamać.
No więc do technikaliów – jak już wspomniałem, ISO jak najmniejsze, w moim przypadku 50, bardzo mała głębia, z obiektywem 135L było to f2.2 z czasem 1/160 sekundy. Daje nam to podstawę do portretu z bardzo płytką głębią, które tak bardzo lubię. Głębią wręcz niebezpieczną, gdyż wymaga ona od fotografa ciągłego kontrolowania ostrości na oczach modelki. Przy takiej przesłonie, płaszczyzna ostrości oraz obiektywie bardzo blisko twarzy, płaszczyzna ostrości miała dosłownie kilka, kilkanaście milimetrów.
W tych zdjęciach znów odwołałem się do klasycznej muszli, jako oświetlenia głównego – okta od góry oraz parasolka od dołu. Górne światło to oczywiście moja ulubiona lampa MSN 800 od Fripersa, która doskonale sprawdza się tak w studio jak i w plenerze. Dolne światło było znacznie słabsze niż okta, więc wyrównałem sobie jedynie cienie, bez przesadnego efektu upiornego podświetlenia. Aby wydobyć trochę plastyki ze zdjęcia skontrowałem oczywiście z obu stron lampami MircoPro oraz MSN 500. Na tło symbolicznie błysnąłem małą lampką z gridem. To ostatnio mój ulubiony setup do portretów i ponoć znak rozpoznawczy :)
Jak już wspominałem, MSNy to cholernie dobry wynalazek. Przy bardzo przystępnej cenie oferują naprawdę dobre wykonanie i są przede wszystkim super wyważone, co powoduje, że nawet przy sporym wietrze w plenerze, sprawują się naprawdę niezawodnie. Zresztą ostatnio rozmawiałem z kilkoma fotografami, którzy niezależnie kupili te lampy, nawet nie czytając moich wpisów i wyrażają się o nich w samych superlatywach. Mam nadzieję, że już niedługo uda mi się pokazać je w środowisku, w którym najjaśniej błyszczą – w plenerze. Stay tuned!
Obcinanie
Teraz trochę trucia o kadrowaniu, obcinaniu i amputowaniu! Ostatnio z przyczyn czystej ciekawości i w ramach eksperymentu socjologicznego, zalogowałem się na jednym z portali fotograficznych tzw. mainstreamu. Nie robię tego za często, bo mam swoją opinię na temat tego typu zjawisk i wypowiedzi “wyznawców jedynie słusznej analogowej filozofii prawdziwej zaangażowanej fotografii artystycznej” (sic!), którzy jako jedyni posiedli tajemną wiedzę jak powinny wyglądać zdjęcia. I to co najdziwniejsze, ci portalowi Guru najlepiej znają się na zdjęciach z gatunków, których akurat nie robią i nigdy nie wykonali ani jednego zdjęcia w komentowanych charakterze. Z przykrością obserwowałem, jak owi mentorzy mieszają wręcz z błotem młodych fotografów słowami “Fajne, ale szkoda ręki”, albo “mogłeś nie ucinać łokcia” itd. I to komentują tych młodych, zapalonych fotografów, mając w swoich portfoliach same kwiatuszki, żuczki czy widokówki. Nic mnie tak nie irytuje jak właśnie takie podejście. Przez to wielu fotografów, którzy święcie wierzą w wyrocznie forumowe, woli ratować łokieć, nawet za cenę tego, że kompletnie rozwalą kadr, zaburzą jego proporcje, zepsują zdjęcie. Żeby zachować dłoń w kadrze, potrafią wtedy rozsadzić całą kompozycję! No ale fotografowie robaczków na łące za to ich przecież pochwalą!
A wystarczy zastanowić się co w kadrze jest dla nas najważniejsze. Czy nie-ucięta ręka czy stopa wnosi tak wiele do kadru, że warto zepsuć wszystko inne żeby ją pokazać? Gdyby np modelka na uciętym łokciu miała chociaż jakiś odjechany tatuaż, albo obcięta ręka trzymała głowę Bin Ladena… Nie mówię już o tym, że wystarczy spojrzeć na kilka numerów Vogue czy GQ aby zobaczyć, jak kadrują najlepsi fotografowie modowi, bo do tego trzeba by pewnie coś więcej czytać niż własne komentarze, ale w moim przekonaniu tego typu teksty, wyrażane przez kogoś kto ma mocną pozycję na różnorakich forach, zwyczajnie psują wrażliwość tych wszystkich młodych zdolnych. I nie mówię tu broń Boże o sobie, ja już jestem starym koniem i nawet jakbym dostał tego typu opinie, to pewnie tylko bym się uśmiechnął, ale dla osób, które wchodzą dopiero w piękny świat fotografii jest to nader szkodliwe, kiedy średniactwo i miernota równa ich do siebie. Bo przecież tylko analogowo to artystycznie, bo przecież czarno-białe zdjęcia to jedyna uznawana sztuka, bo robaczek z takim pięknym bokeh jest taki słodki i natchniony…. U mnie zobaczycie prawie same poobcinane kończyny, czubki głów itd, bo w nosie mam tego typu opinie, a zależy mi na tym by pokazać to co w danym zdjęciu jest najważniejsze.
A Wy co o tym sądzicie? Podzielcie się proszę swoimi opiniami w komentarzach
No i oczywiście zdjęcia beauty robi się głównie w Photoshopie. Więcej w beauty jest obróbki i talentu informatycznego, niż kunsztu fotografa. Jasne! Dla tych wszystkich, którzy pieprzą takie smuty po forach, dedykuje poniższy filmik z post-produkcji zdjęcia Anety. Cały proces jest przyspieszony tylko 3 razy, a film trwa 3 minuty, więc można sobie łatwo policzyć, ile tak naprawdę spędza się na Szopie przy takich zdjęciach :) Houk!
Related Blogs
Mahna Mahna
Mar 31 2011 ·0Polak Polakiem!
Ciepło się robi, ha! Podobno w Niedzielę ma być 20 stopni :) Nareszcie czas plenerów, słoneczka, mieszania światła zastanego z błyskowym, wyjścia ze studia, chodzenia w samej Lucky Jumper, bez czapki, szalika na sesji. Żeby tylko czasu było więcej… Niestety ostatnio jest go jak na złość mniej i mniej, a “day job” nie pozwala na nic więcej tylko siedzenie przed komputerem po kilkanaście godzin. Ale i tak bardzo cieszę się, że pogoda wreszcie będzie sprzyjać plenerowym szaleństwom. Już nawet zrobiłem sobie przegląd sprzętu plenerowego, wszystko działa, bateria nadal ma 320 błysków na pełnej mocy 600Ws :)
Ale nie o tym, nie o tym
W ostatni weekend znów miałem okazję popracować z człowiekiem -gumą, Wojtkiem. Długo czekałem na tą sesję bo Wojtek ma wszystkie cechy wystarczające do tego żeby go szczerze nienawidzić – jest młody, przystojny, a do tego cholernie, paranoicznie wręcz zdolny! No nic tylko go nie lubić :) To żart oczywiście – jego nie da się nie lubić. Dlaczego człowiek-guma? Bo potrafi wszystko, może być wampirem, amantem, genialnym modowym modelem, a za chwilę małą dziewczynką – no właściwie wszystkim. Potrafi czynić cuda swoją facjatą i całym physis. Zresztą najlepiej świadczy o nim jego portfolio! Praca z nim to po prostu przyjemność – sam doskonale wie, jak ma pozować, jak osiągnąć dokładnie ten efekt o który nam chodzi. Nic tylko cykać zdjęcia i cieszyć się z rezultatów. W sesji pomagała nam niezrównana Daria, która tworząc swoją wizażową magię, przyczyniła się wydatnie do stworzenia tej sesji! Talentów Darii nie muszę chyba zachwalać, gdyż mieliście okazję podziwiać jej genialną pracę m.in. przy “Barokowej”. Dream Team :) Mam nadzieję, że na tej sesji nasza współpraca się nie zakończy…
A tak generalnie to dowiedziałem się, że jestem typowym Polakiem! Hmm, to chyba dobrze, nie? :) Gorzej byłoby gdybym był typowym Gruzinem lub Libijczykiem, no ale zwróciłem uwagę jednemu z bardzo dobrych fotografów, któremu mam nadzieję trochę pomogłem w jego rozwoju przez parę lat, służąc radą, pomocą czy nawet sprzętem (!!), że zwyczajnie splagiatował 3 sesje genialnych skądinąd fotografów… Jedna sesja – wpadka, 2 – inspiracja (choć już szemrana), 3 – dla mnie straszny kanał. Ale grzecznie powiedziałem, mu, że jest za dobry aby tak oczywiście kopiować, ma swój styl itd, w zamian za co usłyszałem najśmieszniejszą inwektywę jaką znam: “Jesteś typowym Polakiem” :) No dobra, nie mieszam się, ale żeby mnie tak wyzywać swoiście za całą tą pomoc przez lata? :) To straszne, mamo jestem Polakiem. Nie płacz synu, wszystko będzie dobrze :) Nie uznaję wzorowania się na innych za coś złego: wszystkie dobre zdjęcia zostały już zrobione za czasów Richarda Avedona, teraz wszystko jest kopią. Poza tym, poprzez wzorowanie się, można się naprawdę sporo nauczyć, rozwinąć warsztat, pracować nad własnym stylem. Może to być nawet twórcze rozwijanie pomysłów, przekształcanie ich, uzupełnianie, przepuszczenia przez własną wrażliwość. Poprzez wzorowanie, no właśnie… Wzorowanie a nie Copy-Paste :) Co jest a co nie jest dla mnie plagiatem? Jeśli nawet zrobisz mega podobne zdjęcie jak Lara Jade albo Annie Leibovitz, ale przepuścisz ten kadr przez filtr swojej własnej wrażliwości, przez swoje oczy, swój świat – dla mnie to jest inspiracja. Jeśli, pomimo, że mógłbyś nie włożysz w to własnego serca, własnej twórczości – jesteś Copy-Paste.
A jeśli piszesz Piechu takie głupoty nie na temat – to jesteś typowym Polakiem….
Smaczek w teczce
W studio mieliśmy okazję popracować z lampami Elinchroma 500 i 1000Ws. Ma to oczywiste plusy, ale także sporo minusów. Przede wszystkim przy pracy z małymi przesłonami, mieliśmy permanentnie za dużo mocy, stąd też ratowałem się filtrami szarymi (typu Fader). Zadaniem na tą sesję było wyraźne obrysowanie Wojtka światłami kontrowymi. Stąd też używałem aż 2 kontr z softboxami typu strip po każdej stronie modela. Aby uniknąć odblasków w obiektywie, a jednocześnie mieć pełną swobodę ustawienia kątu padania światła kontrowego, zastosowaliśmy 2 flagi, skutecznie blokujące padanie światła prosto w aparat. Takie flagi to bardzo prosty patent – duży kawałek styropianu, obleczony w czarny (najlepiej plusz) materiał, tak aby pochłaniać światło błyskowe. Proste – a jakże pomocne, nie tracimy kontrastu zdjęcie, nie musimy obawiać się o niechciane flary w obiektywie, dodatkowo kierunkujemy sobie dość precyzyjnie światło.
Główne źródło światła – typowo modowe, czyli beauty dish (bialy) 70cm, ustawiony nad modelem i pochylony tak aby oświetlać go nieco z góry. Aby umieścić dish centralnie nad Wojtkiem, nie obyło się bez użycia statywu typu boom. Zresztą ostatnio boom to podstawowy statyw jaki używam, nie wyobrażam sobie pracy bez niego. Nie dość że jest znacznie bardziej stabilny niż zwykłe statywy (poprzez zastosowany odważnik), to jeszcze pozwala mi na znacznie bardziej precyzyjne pozycjonowanie lamp. Przy zdjęciach sylwetkowych doświetlałem także nogi, lampą z gridem po lewej stronie, tak aby wydobyć nieco światła i wyrównać jasność. Niestety, jak wspominałem, mieliśmy nadwyżkę mocy, więc lampa na minimalnej mocy, nieomal wylądowała na korytarzu :) Jak widać na tutorialu poniżej, czasami po prostu nie chciałem już walczyć z tym “za mocnym doświetleniem” i rozjaśniałem w bardzo prosty sposób w PhotoShopie :)
Specjalną zabawę zafundowaliśmy sobie w zdjęciach z teczką – wszystko mi grało jeśli chodzi o oświetlenie. No może prawie wszystko. Czyli właściwie nic:) Wyglądałoby dobrze gdyby…. pojawił się odblask na teczce. Bez niego teczka wyglądała płasko, kompletnie nie trójwymiarowo, smutno, nieciekawie. Dlatego też przy zgaszonych światłach w studio, Przemek musiał celować w teczkę flashem ze snootem, co nie było takie proste, gdyż przy każdym ruchu modela, teczka zmieniała pozycję, a co za tym idzie, trzeba było ustawiać wiązkę błysku na nowo. Zapewne nie było to najbardziej wdzięczne zadanie, jakie Przemek robił w życiu, ale jak widać na zdjęciach, właśnie ten błysk na teczce dodał brakującego smaczku!
Większość zdjęć wykonałem obiektywami 85 1,8 i 135 L na przesłonie f2.8, czasie 1/200 sekundy i ISO 50. Tak jak wspomniałem, w większości zdjęć stosowałem też filtr szary, zmniejszający mi ekspozycję o około 2 działki przesłony. To już prawdziwy hard core, przy takim iso, no ale niestety przy takiej głębi ostrości i mocy lamp…
A dlaczego właściwie taka głębia?
Kiedyś właśnie takie pytanie dostałem w komentarzach pod wpisem – po co taka głębia w zdjęciach sylwetkowych. Odpowiedź jest niestety prosta i brutalna – z lenistwa. Znacznie prościej zapanować nad tłem przy takim F, gdyż wszelkie niedoskonałości tła (plamy, zagięcia) zanikają w nieostrości, przez co mamy znacznie mniej zabawy w PSie. Jasne, że jeśli byśmy mieli super dopracowane tło, te zdjęcia wyglądały by lepiej (i ostrzej) przy wyższej przesłonie, ale coś za coś:)
FotoSzop(en)
Tym razem w dziale z tutorialami, zabawa z PhotoShop, czyli ekspresowa relacja z postprodukcji jednego ze zdjęć. Jak możecie zobaczyć, nie jestem typem, który spędza długie godziny w PSie aby zdjęcie wyglądało inaczej niż je zrobiłem. Wiele razy powtarzam, że zdjęcie musi dobrze wyglądać na matrycy, a w programach do postprodukcji można jedynie poprawić to co absolutnie konieczne. Tu jednak drobna uwaga organizacyjna – strasznie fajnie jest pracować z komputerem na sesji. Powodów jest kilka, przede wszystkim, przy ustawianiu oświetlenia i dokonywaniu poprawek ekspozycji, nie musimy wierzyć swojemu ekranikowi LCD. A ten (przynajmniej u mnie) kłamie jak z nut. Nie wiem, z czego to wynika, ale na moim aparacie zdjęcia pokazują się znacznie bardziej doświetlone, niż w rzeczywistości są. Nawet przy porównaniu histogramów w aparacie i Lightroomie są różnice. Dlatego też, jeśli mamy komputer na sesji, możemy na bieżąco sprawdzać ekspozycję, ustawienie świateł i ogólną wizję zdjęcia na większym (i o większej rozdzielczości) monitorze. Kolejnym plusem jest oczywiście to, że model, wizażystka czy stylista maja także podgląd na zdjęcia, mogą “on the fly” kontrolować detale za które są odpowiedzialni, poprawiać pozy, makijaż itd. Dzięki temu mamy pewność, że po powrocie z sesji, kiedy jesteśmy mega podjarani, bo przecież było wszystko super, nie okaże się że modelka miała 2 lewe buty albo całą sesję wystawała jej metka!
Ale do brzegu – co z tą obróbką?
Pierwszy etap po opuszczeniu Lightrooma, to oczywiście healing brush. Praca długa, żmudna i wyjątkowo nudna, jednak w tego typu zdjęciach modowych konieczna. Wybieramy zatem odpowiednia wielkość narzędzia i próbkujemy w sposób skrupulatny i metodyczny. To chyba najmniej przyjemna część postprodukcji (i zapewne trwająca najdłużej). Potem jest już tylko przyjemniej – mój ulubiony patent z Channel Mixer (Red filter) na Overlay Blending Mode z Opacity około 20-30%. To nadaje nam fajnego kontrastu zdjęcia oraz nadaje przyjemnego kolorytu skóry. Jeśli kontrast jest za duży można to oczywiście skorygować Opacity, lub też krzywą we właściwościach warstwy.
Ponieważ beauty dish od góry był bardzo blisko modela, zadziałało prawo odwrotności kwadratów i ręce były nieco ciemniejsze niż twarz, przez co miały ciut inny kolor. Aby temu zaradzić, spróbkowałem sobie kolor skóry na twarzy Wojtka i dodałem warstwę Solid Color z właśnie tym kolorem, mieszając ją w trybie Hue. Przy odpowiednim Opacity, wyrównuje nam się koloryt skóry (w tym przypadku całego zdjęcia, ale można oczywiście zastosować maskę tylko na skórę). Jak już wspominałem, próbowałem nieco doświetlić też nogi, ale po paru próbach i nadwyżce mocy zrezygnowałem, więc musiałem swój błąd naprawić w Photoshopie. Sposobów jest wiele – krzywa, Brightness itd. W moim przypadku zwiększyłem trochę Brightness (i zmniejszyłem kontrast, żeby nie wprowadzić jakiś dziwnych kolorów) i na warstwie wydobyłem jedynie nogi. Przez to wyrównało się nieco oświetlenie i efekt jest mam nadzieję w miarę naturalny.
Podobną metodą podniosłem nieco kontrast, głównie na włosach, butach czy torbie – poprzez odpowiednio zmodyfikowaną krzywą przyciemniłem nieco pewne partie zdjęcia, które następnie maskowałem. Metoda bardzo prosta a jednak pozwala na bardzo fajne i nienachalne powiększenie rozpiętości tonalnej zdjęcia, bez wrażenia, że zdjęcie było “fotomatiksowane”. Bardzo lubię technikę HDR, ale za dużo widzę zdjęć w których ten efekt aż krzyczy. Dla mnie dobry HDR to taki, o którym nie wiem, że to HDR. Oglądałem ostatnio sporo zdjęć digital blending, w których fotograf, kleił zdjęcie z paru klatek za pomocą masek – to też High Dynamic Range, a jednak jakże inny, bez efektów halo, bez podniesionego do granic absurdu kontrastu lokalnego. Nie wiem, może się nie znam, co o tym sądzicie? Liczę na opinie w komentarzach!
Następnymi etapami obróbki były już prace kosmetyczne – poprawienie faktury materiały przez Healing Brush i Spot Healing, rozjaśnienie nieco oczu i nadanie ogólnego kolorytu przez Cross Process w Color Efex Pro. Wiem, wiem, to straszny obciach używać efektów gotowych. Wiem, mógłbym to samo zrobić w samym PSie, ale jak napisałem wyżej – wygrywają względy praktyczne. Jeśli coś mogę zrobić szybciej i wygląda to tak jak chce – dlaczego tego właśnie nie użyć:) Powyżej – zdjęcie bez obróbki, do porównania, co zostało zrobione.
Poniżej rzeczony filmik/tutorial z obróbki, okraszony muzyką rodem z The Muppet Show – zapraszam do oglądania tegoż, oraz innych filmików na mojej stronie Video.
Related Blogs
Zapaśnik
Jan 08 2011 ·0Wskazówka dla niecierpliwych – jeśli nie chce ci się czytać mojego bełkotu – na dole wpisu kolejny odcinek tutoriala! Zapraszam!!
Kolejne zabawy z ringiem
Niestety w naszej szerokości geograficznej nadal zima, nad czym ubolewam niezmiernie, jako zwierze plenerowe. Zresztą wszystko ostatnio rekordowe, jak nie rekordowe mrozy to rekordowa odwilż. A media atakują tym jeszcze z całych sił. Ostatnio usłyszałem ze nie mamy na co narzekać bo w Indyjskim mieście Leh panują mrozy -25 stopni. No cóż, zapomnieli wspomnieć, że to miasto w Himalajach i tam takie temperatury to raczej norma :) Ale do brzegu. Zima to nie jest moja ulubiona pora roku. Na ciekawe plenery raczej marne szanse, a ileż można siedzieć w studio…. Z tego marazmu na szczęście wyrwała mnie bardzo ciekawa sesja z Asią, w trakcie której miałem okazję przygotować także kolejny tutorial. Sesja była zresztą pomysłem wizażystki Darii, która miała genialną koncepcję na szalony i odważny makijaż. I na szczęście sesja nie okazała się kolejną studyjną nudą tylko bardzo sympatycznie spędzonym czasem w gronie profesjonalistów. Tak, nie boje się tego określenia, gdyż o Darii już pisałem na łamach bloga, a Asia, mimo, że ma tylko 15 lat to wielki talent, który jeszcze nas zadziwi! Zresztą wiek nie jest przeszkodą, kiedy ma się taki talent jak Asia, ba, jest wręcz zaletą, co udowodniła ostatnio nowa twarz Calvina Kleina! No i oczywistą sprawą jest to, iż sesja była kolejną okazją podyskutowania o M jak Miłość :):) Powoli robię się specjalistą od tego serialu, mimo, że gdy tylko moja żona włącza telewizor na 2 program w okolicach godziny 20tej, zaczynam przeklinać :):)
SEO friendly
Zresztą ostatni tytuł wpisu “Barokowa Baronowa i Lucek z M jak Miłość” okazał się kolejną SEO niespodzianką i dość sporo widzów trafiło na mojego bloga szukając informacji o tym serialu. Nie wiem do końca czy to mój target, ale cóż tam… Zresztą największą SEO niespodzianką był wpis o zdjęciach ślubnych “Tam gdzie kręcą Majkę” – w swoim czasie całe rzesze widzów szukały w google właśnie odpowiedzi na to jakże niepokojące i dręczące pytanie i lądowało u mnie :) Google works in misterious ways…
Ale miało być na temat!
Ring to dziwne urządzenie. Falowe. W pewnych okresach przeżywa rozkwit swojej popularności, każdy zachwala zdjęcia nim wykonane, każdy chce zrobić taki w domu, szuka żarówek, kmini. Potem następuje długi okres pogardy wobec ringa. A że płasko, a że nienaturalnie, a że obciach. I tak falami… Ja swój kupiłem na fali wszechogarniającej pogardy dla fotografujących ringiem, jakieś 2 lata temu. Tak na przekór! Poza tym bardzo lubię to światło. Tak, tak, jest płaskie, ale i temu można zaradzić, o czym za chwilę.
Co z tym ringiem
Zaiste, prawdziwym jest stwierdzenie sceptyków, iż światło ringa jest stosunkowo płaskie. Tego typu oświetlenie pierwotnie stosowano w fotografii macro czy nawet w zakładach dentystycznych aby uzyskać bardzo równomierne oświetlenie. Jest to specyficzny rodzaj światła, który już w latach 80tych spodobał się fotografom mody. Jasne, że w przyrodzie takie bezcieniowe oświetlenie nie występuje, zwłaszcza, iż cień który generuje tworzy charakterystyczny efekt halo wokół modela. Jest to jednak kolejny z dostępnych środków wyrazu dla fotografów. I to jeśli chodzi o ringi światła stałego, stosunkowo niedrogi środek (zrobić można pewnie za mniej niż 200 PLN, kupić za około 300 PLN). Ring flashe (ringi błyskowe) to już spory wydatek, gdyż najczęściej zasilane są z przenośnego źródła. Myślałem nawet o spróbowaniu takiego ring flasha w plenerze, kiedy wreszcie te śniegi stopnieją :) Kto wie, pewnie na wiosnę pochwalę się wpisem ze zdjęciami oświetlonymi właśnie ringiem błyskowym!
Ale jak poradzić sobie z tym, że zdjęcia są płaskie? Ja praktycznie nigdy nie fotografuje z samym ringiem i dokładam kolejne światła, tym razem błyskowe. Rodzi to trochę problemów z balansem bieli, o czym za chwilę. W tej sesji fotografowałem z 2 kontrami oraz lampą oświetlającą tło. Oprócz samego ringa, z prawej strony zaświeciłem lampką 430 EX II z filtrem CTO 1/2. CTO nieco ociepliło światło błyskowe, jednak nie chciałem wyrównywać do temperatury ringa. Z prawej strony używałem lampy MircoPro 300 Ws z gridem na minimalnej mocy. Z racji tego że fotografowałem przy ISO 200 i przesłonie 2,2 nawet na minimalnej mocy było to ciut za dużo, więc między lampę a grid zastosowałem jeszcze szary filtr, osłabiający nieco moc flasha. Tutaj zresztą wszystko podporządkować musiałem mocy ringa, który nie posiada regulacji, co powoduje, że wszystkie pozostałe lampy były mu podporządkowane. Zresztą przy mieszaniu światła zastanego i błyskowego do równania dochodzi jeszcze jedna zmienna – czas.
Jeśli fotografujemy w studio tylko lampami błyskowymi, czas jest zmienna kompletnie pomijalną. Ustawiamy sobie jakiś bezpieczny na poruszenia czas, np. 1/200 sekundy a ekspozycją zdjęcia kieruje jedynie przesłona (no i oczywiście moc lamp). Wynika to z tego, iż czas trwania błysku jest bardzo krótki i przy zwiększaniu czasu otwarcia migawki, nie zmieniamy nic w całkowitym naświetleniu sceny. W przypadku mieszania światła stałego i błyskowego czas nabiera znaczenia, gdyż steruje ilością światła docierającego z ringa. Jeśli wydłużamy czas naświetlania zdjęcia, wpływ ringa na oświetlenie sceny będzie większy. W moim przypadku, przy ISO 200, czas oscylował pomiędzy 1/125 a 1/160 sekundy, gdyż jest to w miarę bezpieczna szybkość przy ogniskowej 130mm. W świetle ciągłym niestety musimy bowiem uważać na trzęsące się rece – tutaj, inaczej niż ze światłem błyskowym, nic nie zamraża nam ruchu i jeśli nie zastosujemy się do prostej zasady:
Bezpieczny czas otwarcia migawki = 1 / ogniskowa
możemy mieć problemy z nieostrymi, poruszonymi zdjęciami.
Ostatnie światełko zastosowane to lampka 580 EX II z gridem i filtrem CTO na tło. Zastosowanie tych 3 lamp powoduje, że stosunkowo płaski ring zyskuje pewnej trójwymiarowości w zdjęciu, poprzez obrysowanie modelki kontrami, oraz oddzielenie od tła.
Balans Bieli
Jak wyjaśniam w tutku poniżej, problemem, jaki pojawia się przy mieszaniu ringa ze światłem błyskowym jest różnica temperatur barwowych. Po pierwsze ring jest strasznie cieply, ma temperaturę około 2700 stopni Kelwina. Pomocna okazuje się szara (lub biała) karta do ustawienia odpowiedniego balansu bieli. Po zastosowaniu takiej korekcji jesteśmy happy bo zdjęcie z samym ringiem wygląda super. Jesteśmy happy … do czasu, kiedy włączymy lampy błyskowe. te mają temperaturę około 5500 stopni Kelwina, więc przy balansie ustawionym na żarówki będą po prostu niebieskie. Czasem to się przydaje, tak jak w tej sesji, gdzie chciałem podkreślić niebieski makijaż modelki właśnie przez taki kolor flashy, ale w 99% przypadków to przeszkadza. Konieczne jest więc stosowanie pełnych filtrów CTO na wszystkich lampkach błyskowych. Wtedy unikniemy różnicy temperatury i całość oświetlenia wyglądać będzie w miarę równomiernie. Na zdjęciu obok nieoceniony Przemek, zwyczajowo jako model testowy, pozuje z szarą kartą :)
Tutorial nr 2
Na koniec kolejny tutorial!! Zachęcony ciepłymi słowami po pierwszej części filmiku tutorialowego, oto właśnie publikuje kolejny – zapraszam do przeglądnięcia i komentowania. Zależy mi na waszej opinii i sugestiach, bo coraz mocniej wciągam się w ta zabawe. Tym razem “o ringu, o mieszaniu światła ciągłego z błyskowym, o temperaturze i innych duperelach” :) Wersja na Ipoda do pobrania tutaj.
Related Blogs
Barokowa Baronowa i Lucek z M jak Miłość
Dec 26 2010 ·0Wesołych Świąt! Pewnie czytając to umieracie już z przejedzenia, jeszcze bardziej zmęczeni tym całym odpoczywaniem. Cały rok obiecujemy sobie solennie: ”W święta to sobie wreszcie odpocznę” a kończy się jak zwykle :) Więc dziś coś na rozruszanie – spora dawka zdjęć i wiadomości technicznych, tak w opisie jak i na video! Plus garść sensacyjnych ploteczek, rodem z Grabiny i serialu M jak Miłość. Zapraszam!
Ekipa
Nadrabiam zaległości! Zaległości wynikłe niestety z braku czasu i natłoku obowiązków w ostatnim czasie. Stąd też czasu na pasję fotograficzną było naprawdę mało. Na szczęście wyrwałem się na chwilę ze szponów obowiązków w jakże doborowym towarzystwie! W zeszły weekend miałem okazję pracować z kolejną genialnie zdolną ekipą w studio Poruszenie w Krakowie. Przede wszystkim modelka Kasia, która jakże ochoczo odpowiedziała na nasze zaproszenie i zgodziła się pozować do sesji, pomimo, że na planie kręciło się w porywach do 6-7 osób. Ja w takich warunkach chyba zamknąłbym się w sobie i rozpłakał :) A Kasia nie dość, że zachowała zimną krew, to jeszcze udowodniła, że świetnie pozuje!
Daria, doskonała wizażystka zapewniła pomysły na make-up oraz świetną atmosferę na sesji i cenne porady. Mam oczywiście nadzieję na dalszą współpracę, o której doniosę na blogu już niebawem! Do ekipy dołączył także niezastąpiony Kamil, z którym miałem już okazję współpracować. Kamil to człowiek orkiestra – nie tylko zaprojektował i uszył wszystkie ciuchy na sesję, ale także dzięki swoim rozlicznym koneksjom zapewnił buty i biżuterię na sesje, a także genialnie uczesał modelkę. Byłem totalnie w szoku patrząc na to jak pracuje z włosami i co mu z tego wyszło. Kamil to moim zdaniem wybitny fachowiec, który jeszcze niebawem eksploduje swoim talentem i niejednokrotnie o nim jeszcze usłyszymy. Ja miałem okazję pracować z nim jako pierwszy i jestem pewien, że za parę lat będę sobie to mógł wrzucić do CV :) No i oczywiście do ekipy dołączył Przemek, serdeczny przyjaciel, doskonały fotograf, najlepszy asystent na świecie. Zresztą asystent, który coraz bardziej zaczyna mnie zawstydzać, bo tempo jego postępów fotograficznych jest wręcz zatrważające! Myślę, że już niedługo będę pisał u siebie na blogu “Asystowałem Przemkowi w super sesji”…
Świecenie
Przy sesji portretowej zastosowaliśmy znany już z moich wpisów setup. Jak główne źródło światła posłużyła mi lampa MSN z www.fripers.pl z dużym softboxem 140×70, jako światło górne, tzw. butterfly. Aby nieco zniwelować cienie użyłem od dołu drugiego, mniejszego softboxa, wypełniającego cienie pod brodą, oczami itd. Nie chciałem, aby dolne światło było zbyt mocne i upiorne, więc jest ono znacznie słabsze niż górna lampka. Mamy więc do czynienia z klasycznym oświetleniem typu clamshell (muszla), jakże pochlebnym zwłaszcza dla kobiet. Ten typ oświetlenia sprawdza się doskonale w portretach typu beauty, bardzo korzystnie prezentuje skórę modelki i wydobywa oczy. Zresztą w tych zdjęciach, pomimo, iż Kasia patrzy nieco w dół, widać doskonale catchlight z dolnej lampy. Gdybyśmy zastosowali tylko górną lampę, pewnie oczy nie wyglądały by tak żywo i interesująco. Nie jestem jakimś purystą jeśli chodzi o widoczność catchlight, czy też jego położenia (są tacy co dyskwalifikują zdjęcie, jeśli catchlight nie jest na godzinie 9), jednak uważam, że w tym przypadku odblask dolnego softboxa w oku powoduje znaczne ożywienie tych portretów.
Plastykę zdjęcia uzyskuje przede wszystkim za pomocą małej głębi ostrości oraz stosowaniu oświetlenia kontrowego. Z prawej strony zaświeciłem MSNem z gridem na minimalnej mocy. Działanie tej lampy jest bardzo subtelne, jednak obrysowuje ona bardzo plastycznie policzek modelki oraz delikatnie oświetla ramie. Lampa ustawiona była mniej więcej 2metry za modelką, nieco z góry, co dodatkowo sprawiało wrażenie naturalności tego światła.
Z lewej strony zaświeciłem zwykłą gołą lampką, mniej więcej pół metra powyżej głowy Kasi, tak aby oświetlić włosy, szyję i plecy. Obie kontry oczywiście na bardzo małych mocach, gdyż chodziło tylko o podkreślenie przestrzenności zdjęcia. Dla jeszcze większego efektu, zaświeciłem w szare tło 580tką ze snootem, tak aby osiągnąć (typową dla mnie, przynajmniej w portretach studyjnych) aureolkę za modelką :)
Podobny setup stosowaliśmy zresztą już poprzednio m.in. w sesji z Wiktorią (tam jednak zamiast dolnego softboxa używałem parasolki, a z lewej strony konktrę nieco rozproszyłem; jednak zamysł był generalnie ten sam).
Nie uważam jednak, aby konieczna była cała armata lamp studyjnych w każdym przypadku, jak wiecie jestem zagorzałym zwolennikiem filozofii OneLight, jednak w pewnych sytuacjach po prostu z lenistwa łatwiej jest mi zaświecić dodatkową lampką niż kombinować z blendami, oknami itd, lub też iść na kompromisy. Zatem ilość użytego światła w moim wykonaniu to nie efekt mojej tendencji do przesady, a raczej mojego wrodzonego lenistwa!
(Nie-Wielki) Post
Często pytacie mnie, czego jest więcej w moich zdjęciach beauty – pracy światłem, czy pracy z Photoshopem. Postanowiłem więc pokazać ile tak naprawdę jest “Szopa” w tych zdjęciach. Generalnie stoję na stanowisku, że żaden szop, łącznie z szopem praczem, nie pomoże słabemu zdjęciu. Jeśli dana klatka nie wygląda dobrze na matrycy, to nie warto naprawdę ślęczeć nad nią w najróżniejszych programach. Zresztą moim zdaniem szkoda czasu, lepiej poświęcić 20minut na odpowiednie przygotowanie oświetlenia, niż 20 godzin na PSie. I oczu szkoda i du..a boli od siedzenia :) W takich zdjęciach najczęściej skupiam się na korekcji skóry, nadaniu ogólnego kolorytu i podniesieniu zakresu tonalnego mało kontrastowych elementów.
Po lewej stronie znajdziecie przykładowe zdjęcie poddane post-produkcji. Po najechaniu myszką zobaczyć możecie oryginał bez żadnych korekcji. A więc po kolei :)
Po pierwsze Lightroom, czyli podstawowe korekcje. Podniosłem odrobinkę ekspozycję o 0.2 EV oraz podniosłem punkt czarny (Blacks) z deafultowego 5 do 11. Poprawia to całościowy kontrast zdjęcia, znacznie lepiej, niż zabawa z suwakami Contrast itd. Przy korekcjach ekspozycji i Blacks zawsze przytrzymuje klawisz Alt (Alt na Macu, nie mam pojęcia co wciska się na PC – jeśli wiecie napiszcie prosze w komentach), co pokazuje mi miejsca idealnie czarne i idealnie białe (czyli prześwietlone i kompletnie niedoświetlone). Są różne szkoły tego jaką charakterystykę powinno mieć zdjęcie, ja stoję na stanowisku, że w każdym zdjęciu muszę mieć przynajmniej bardzo mały fragment idealnie biały i idealnie czarny. Jest to praktycznie niezauważalne, a dobrze wpływa na ogólną rozpiętość tonalną zdjęcia.
Poprawiłem też nieco balans bieli, gdyż pracując w RAW, nie przywiązuję do tego uwagi w trakcie robienia zdjęć. W warunkach studyjnych jednak, nawet przy ustawieniach Auto WB, mój aparat zazwyczaj myli się jednak niewiele, więc te korekcje są raczej subtelne i wynikające z preferencji (lubię cieplejsze zdjęcia). Lightroom 3 ma dość fajną nową funkcję korekcji wad obiektywu. Na podstawie bazy obiektywów (a LR ma ich całkiem sporo w pamięci) program automatycznie poprawia aberację, dystrorsję i winietowanie szkła, oczywiście w granicach rozsądku. Zapewne nie poprawiłby portretu wykonanego z ogniskową 17mm, tak aby wyglądało na 135 L, ale przy stosowaniu odpowiednich szkieł do odpowiednich celów, ta korekcja jest bardzo przydatna :)
I to właściwie tyle (narazie) w Lightroomie, przechodzimy do PSa!
OK, przechodzimy to Photoshopa. Tutaj ustawiłem ogólny koloryt zdjęcia na bardziej “słoneczno-rudy”. Z lenistwa robię to w Color Efex, za pomocą filtra Reflector Efect. Jasne można by to zrobić bez żadnych pluginów, jednak jak już pisałem, lenistwo i niechęć do ślęczenia 20 godzin w Szopie wygrywa. Poza tym ten akurat efekt jest nader przyjemny i jest jednym z moich ulubionych. Po dobraniu siły efektu spłaszczam nowo powstałe warstwy, aby pracować z kolejnymi korekcjami na bazowym obrazie.
Nie tak dawno, Scott na blogu Chase Jarvis’a sprzedał bardzo ciekawy patent z warstwą Channel Mixer. Jest to genialny patent na przyjemnie wyglądającą skóre, poprawienie kontrastu i nadanie kolorytu. Channel Mixer z czerwonym filtrem dodaję jako warstwę na zdjęciu. Standardowo spowoduje to, iż zdjęcie stanie się czarno-białe (bo do tego głównie służy ta korekcja), jednak jeśli ustawimy ją na opcji mieszania Overlay oraz zmniejszymy jej Opacity na około 20-30 % (w zależności od zdjęcia) powoduje to bardzo przyjemne zwiększenie kontrastu sceny przy jednoczesnym zachowaniu kolorytu skóry. Ten patent stosuję także w zdjęciach plenerowych do znacznego poprawienia wyglądu tła.
Następne korekcje były już prozaiczne – dodanie selektywnego kontrastu na maskach na oczach, brwiach, ustach, rozjaśnienie oczu (przez krzywe), dodanie nasycenia koloru wlosów na maskach selektywnych oraz drobna korekcja skóry pędzlem korygującym. Daria zrobiła na szczęście genialny makijaż, więc nie musiałem za dużo korygować. Poza tym praktycznie oblaliśmy Kasię światłem co dodatkowo ukrywa wszelkie niedoskonałości (choć trzeba zaznaczyć że Kasia ich nie miała! :) )
Po powrocie do Lightrooma dodałem jeszcze odrobinę winiety (Post-Cropp) – około 30%. I to by było na tyle. Więc sami oceńcie czy to dużo czy mało. Dla poparcia mych słów, poniżej zdjęcie jako efekt końcowy i materiał oryginalny (po najechaniu na zdjęcie “po” zobaczyć możecie zdjęcie “przed”).
Tutek na video z Rasta Luckiem
Na zakończenie tutorial, pokazujący oświetlenie zastosowane w tej sesji oraz przedstawiający etapy obróbki zdjęć. Zresztą to wersja poprawiona 1.1 tegoż tutorialu, gdyż pierwotnie, kiedy nad nim pracowałem, nie dysponowałem kompletnie mikrofonem. Dzięki Waszej pomocy i sugestiom, poprawiłem znacznie dźwięk, zwolniłem film z post-produkcji oraz dodałem porównanie zdjęcia oryginalnego i po obróbce. Mam nadzieję, że ten film Wam się spodoba; planuję już niebawem kontynuację pomysłu filmów instruktażowych :) Wasze opinie jak zwykle mile widziane!
Jeśli chcesz pobrać wersję tego tutoriala na Ipoda, jest ona dostępna pod tym linkiem.
Zapraszam też na nową stronę na blogu – Video, w której znajdziecie wszystkie moje dotychczasowe filmiki w jednym miejscu. Zachęcam do śledzenia tej podstronki, gdyż już niebawem kolejne tutoriale!
A skąd tytuł “Barokowa Baronowa”? Nie do końca jest on racjonalny, zresztą jak w większości wpisów… Po prostu chyba nam wszystkim, współtworzącym tą sesję, Kasia tak wystylizowana i wymalowana, skojarzyła się z arystokratycznym klimatem retro.