Straszno i śmieszno Jestem, jestem, nie zaginąłem w akcji. Choć niewiele pewnie brakowało, po ostatnich przygodach z kleszczami, profesjonalną, acz kompletnie nieprzygotowaną do takich interwencji opieką NHS, skalpelami i antybiotykami zalecanymi w przebiegu boreliozy, malarii i cholery…. Miałem nadrabiać zaległości, a tu one rosną i rosną. Sesje jeszcze jakoś staram się robić, mimo braku czasu, ale już z wpisami krucho. No i ciągle pytacie w mailach kiedy relacja z Indii… Wiem, wiem, obijam się. Na usprawiedliwienie napisze, iż nie tylko będzie ona niebawem, ale i okraszona będzie skromną bo skromną, ale jednak relacją video. A w tejże relacji nie zabraknie smaczków takich jak reportaż z najprawdziwszego ślubu hinduskiego, na który wprosiliśmy się przy okazji zdjęć w pewnej wiosce, a na którym panna młoda płakała w niebogłosy przed wyjściem w objęcia pana młodego, który do najszczęśliwszych także nie należał :) Poza tym, kto w czasie Euro 2012 ma jeszcze czas na czytanie blogów i zajmowanie się fotografią? :) Ja zaobserwowałem, iż w dniach “krytycznych dla sprawy” spotkań (England vs…) biuro pustoszeje już koło 16 tej (w korporacyjnych kalendarzach wielokrotnie spotkałem się z “meetingami” Francja – Anglia, funkcjonującymi na równych prawach ze spotkaniami biznesowymi) , a życie poza barami i knajpkami posiadającymi […]
Nadrabiamy, czyli prefacja dygresyjna No tak, zaległości całkiem sporo, ale coraz trudniej to wszystko ogarnąć – praca, foty, zdrowie. No cóż, bywa, ale czem prędzej postanowiłem naprawić wszelkie opóźnienia. Tym bardziej, że dzisiejsze to sesja dla naprawdę fajnej wizażystki, Kasi, dla której przygotowałem dość niespotykany pomysł sesji ze światełkami choinkowymi. Zresztą przygotowując się do sesji, robiłem w domu jak zwykle jakieś tam swoje testy. Wszystko po to by w owych testach polec sromotnie. Nic mi się nie kleiło, w zastanym przy lampkach choinkowych było tak sobie, a błysnąć znowu też nie było jak, bo wszystkie lampy za mocne. ISO było totalną przeszkodą, bo ozdóbki dawały cholernie mało światła, więc ni jak nie szło tego zgrać. Testy poszły w kosz, ja zły, więc poszedłem spać. A wtedy, jak do Józefa Oleksego, przyszedł do mnie anioł (do niego to już chyba 2 razy co najmniej) i powiedział “Czas Piechu, czas”. Jednym słowem – olśnienie. Po co mi wysokie ISO, skoro i tak błyskam! Zastane – czas, błyskowe – przysłona i ISO. Nie wiem co mówi o mnie ta wątpliwej jakości przypowieść, ale jedno jest pewne – mam fioła na punkcie foto, skoro nawet przez sen myślę o zdjęciach… ale o tym za […]